Skrajny debilizm niektórych osób mnie przeraża(ł)

Uwaga. To też staroć. Sprzed 9 lat, z czasów gdy po moim “pjeńknym” mieście jeszcze jeździły mikrobusy.

Tak, tak, i to coraz częściej… szczególny zaś przypadek choroby zwanej skrajnym debilizmem miałem okazję zaobserwować dziś w drodze powrotnej ze szkoły do domu, siedząc w mikrobusie. A było to tak:

Jak już co bardziej kumaci czytelnicy zdążyli się zapewne domyśleć, podczas tego incydentu znajdowałem się w środku pojazdu, który właśnie stanął na przystanku obok TelePizzy w Katowicach-Panewnikach. Jedna z podróżujących nim przedstawicielek płci przeciwnej raczyła zapłacić za przejazd, po czym czym prędzej opuściła mikrobus. W chwili, gdy kierowca chciał jechać dalej, usłyszał krzyk siedzącej z tyłu pasażerki w średnim wieku:

– Ale proszę jeszcze nie odjeżdżać, ja wysiadam, tylko muszę znaleźć moją portmonetkę!

Tak więc łaskawie zaczekaliśmy… ale ileż można czekać? Po ponagleniu przez pasażerów i kierowcę, pasażerka, nadal nie znalazłszy “portmonetki” (trudne słowo!), rozpoczęła rytuał zwany krzyczeniem na pozostałych pasażerów:

– Ależ proszę na mnie nie krzyczeć! Muszę znaleźć moją portmonetkę!

Poczekaliśmy więc jeszcze chwilę, gdy jednak wszystkim wokół zaczęły puszczać nerwy, postanowiłem jak najszybciej ulotnić się z miejsca zdarzenia. Zapłaciłem więc kierowcy (przekazując mu najszczersze wyrazy współczucia z tytułu użerania się z pasażerką, która nadal nie znalazła “portmonetki”), po czym skierowałem się w stronę drzwi. Gdy jednak dotknąłem klamki, w moją stronę poleciał wrzask:

– Ależ co pan robi? Proszę nie otwierać drzwi! Muszę znaleźć przecież moją portmonetkę!

Pomyślałem sobie wówczas: tego już za wiele! Nie będzie mi tutaj stare, jędzowate kurwiszcze pyskować! Mając w głębokim poważaniu jej chrzanioną “portmonetkę”, opuściłem pojazd i stanąłem nieopodal. Zanim mikrobus ruszył z miejsca, zdążyłem zjeść bułkę, wypić butelkę soku i przespacerować się pod bazylikę. Mikrobus, będący miejscem awantury, ujrzałem dopiero nieopodal skrzyżowania – znaczy to, że niezwykle upierdliwa klientka musiała zatrzymywać pojazd w miejscu swoją “portmonetką” przez co najmniej dwanaście minut.

Ech… skrajny debilizm niektórych osób mnie dobija… wielka szkoda, że prócz mnie, dobija także osoby postronne.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *