Archiwa tagu: Sosnowiec

Obciąg z Sosnowca

Sytuacja, którą zaraz opiszę, dziś wydaje mi się wybitnie zabawna, jednak w momencie gdy się zdarzyła, wszedłem w stan lekkiego wkurzenia, połączonego z załamaniem rąk nad głupotą niektórych polskich nastolatków.

Wszystko miało miejsce jakieś sześć – siedem lat temu na pewnej podupadającej już dziś społecznościówce o nazwie Epuls. Jest tam taki mały pasek o nazwie oneliner, w którym za pulsary (wirtualna waluta) użytkownicy mogą wstawiać jakieś swoje wiadomości.

Pewnego dnia wchodzę, patrzę, a na onelinerze wyświetla się „sexu chcę”. Z ciekawości kliknąłem w nick żeby sprawdzić, kto to jest taki odważny że za pośrednictwem epcia szuka kogoś, kto by zaspokoił niezaspokojenie niezaspokojoną chcicę. Zdębiałem.

Trzynastolatka! Niejaka panna Maciąg z Sosnowca. Piszę lasce na privie, że takich rzeczy publicznie się nie pisze, i w ogóle co to ma znaczyć żeby dziewczyna w takim wieku umieszczała w publicznym miejscu taki wpis.

Najwyraźniej jednak trafiłem kulą w płot, ewentualnie grochem w ścianę, bo dziewczyna zamiast to usunąć i przemyśleć swoje zachowanie, postanowiła… założyć na forum temat.

I to nie byle jaki. „[mój nick] to pedofil!”.

No cóż, dziwny ze mnie pedofil, skoro ani laski nie wyruchałem ani nawet w życiu nie widziałem jej na oczy. 😉

Zemsta dziewczynki nie była taka słodka, jak jej się mogło wydawać. Dołączający do dyskusji dysputanci wzięli moją stronę i ostro panienkę zjechali. I słusznie.

Skoro dziewczyna w wieku 13 lat pisała takie rzeczy, strach pomyśleć co musi robić teraz, mając 20-21 lat. Jeśli to robi, to powinna zmienić nazwisko… teraz już nie Maciąg, ale Obciąg.

Historia autobusowa

I kolejny archiwalny wpis z mojego kajecika. Tym razem historia autobusowa, jak to pewien stary obleśny ramol próbował zarywać młodą, piękną, słodką, seksowną blondynkę. No cóż, Sosnowiec…

„Podstarzały Romeo. Epopeja oparta na faktach” – 13 lis 2009

Cały dzień dzisiaj się podśmiewałem z pewnej sytuacji, jakiej świadkiem byłem w autobusie…

Podstarzałych podrywaczy widywałem już w środkach komunikacji miejskiej nie raz. Ale to, co widziałem dzisiaj, przebiło wszystko.

Katowice. Wsiadam w czterdziestkę na Piotra Skargi. Nieopodal mnie swoje cztery litery na przyrządzie służącym do siedzenia zainstalowała urocza, młoda blondynka. I tak usiadłszy na siedzeniu, siedząc, siedziała. Zasiedziała się, aż w końcu jej siedzenie w pewnym momencie stało się wręcz eleganckie i przemożne (tak, za dużo się Gombrowicza naczytałem!).

Naraz przysiadł się do niej jakiś stary, gruby, brzydki jak syberyjska noc napalony pryk. I zaczął do niej zagadywać. Nie zważywszy na to, że dziewczyna go totalnie olewa, kontynuował gadaninę. Wyraźnie można było zauważyć, że podejmuje – nieudaną – próbę podrywu. Wtem zaczął ją głaskać po kolanie. Biedna dziewczyna nadal udawała nicniewidzącą, nicniesłyszącą i nicnieczującą. W końcu poziom jej wnerwienia osiągnął apogeum i podjęła cokolwiek słuszną decyzję o dokonaniu przesiadki na inne, wolne od zasięgu rąk napaleńca miejsce. Usiadła tuż za mną, jednakże nie zdołała uwolnić się ode wzroku podstarzałego gościa, któremu najwidoczniej ani żona ani nawet sąsiadka dawać nie chcą…

Gościu, być może dla niepoznaki, przesiadł się na sąsiedni fotel – tam, gdzie jeszcze chwilę temu siedział zniesmaczony obiekt jego westchnień. Wciąż patrząc za dziewoją, począł czynić wzrokiem rozpoznanie i ustalać najbliższą lokalizację, na którą mógłby się przesiąść tak, by znaleźć się możliwie najbliżej biednej damy. I wypatrzył, że najbliższe miejsce znajdowało się tuż przed nią i dokładnie obok mnie.

Nie wytrzymałem! Pogroziłem facetowi palcem tak zwanym wskazującym, kręcąc przy tym głową i usiłując dać mu do zrozumienia, że u owej panienki nie ma najmniejszych szans. Wydawało się, że skapitulował…

Ale nie. Po tym, że złapał za rączkę przy siedzeniu obok, poznałem, że począł czynić starania mające na celu zbliżenie się do blondwłosej damy. Nie dawał pajac za wygraną.

Gdy obok mnie usiadł jakiś młody koleś, staruch – udając, że nie patrzy za dziewczyną – schylił się i pyta mnie „A pan coś ode mnie chciał?”, na co ja odparłem, usiłując zachować w miarę poważną minę „Nie, ależ skąd!”. Po chwili napaleniec, chyba w akcie rozpaczy, wstał i podszedł do panienki, próbując do niej znów zagadać. Próba zakończyła się niepowodzeniem, więc na najbliższym przystanku facet wyszedł. Spojrzał za siebie, sprawdzając, czy dziewczyna też wyszła – stwierdził jednak, że w dalszym ciągu siedzi w autobusie, postanowił więc wrócić – co prawda przytrzaśnięty drzwiami, ale wgramolił się z powrotem…

Nie wiem, co się działo później, bo musiałem na następnym przystanku wysiadać. Jako że z punktu widzenia postronnego pasażera całe zajście wydawało mi się (i z tego co widziałem nie tylko mnie) wybornie komiczne, po chwili jednak biednej blondi zrobiło mi się żal. Współczuję jej takiego, ekhem, „wielbiciela”…

Jak rzekł kiedyś pewien mój nauczyciel – przykleił się do niej jak g*wno do srebrnego klopa…