Archiwa tagu: sny

Z bezsensownego dziennika bezsensownych snów

Sny z cyklu totalnie nonsensownych. Tak, kolejne śmieszno-straszne starocie sprzed w uj lat.

Siedzę sobie w kościele w piżamie na jakichś rekolekcjach czy cholera wie czym. Jakieś ziomale zaczęły kopać po ławkach, wtedy ksiądz powiedział coś w stylu „kopanie nie zbawi twojego bliźniego” 😐 Wtedy gostki wyszły z ławek i zaczęły kopać tych co siedzieli pod ścianą (w tym mnie). Gdy odeszli, zauważyłem dwie klęczące koleżanki z czasów gimnazjalnych… msza się skończyła tak szybko jak się zaczęła, wszyscy zaczęli wychodzić, więc ja podeszłem do tych koleżanek, do przejścia przez drzwi wyglądały normalnie ( :p ), ale już po przejściu przez drzwi jakoś się ulotniły… postanowiłem wrócić do domu przez klasztor, wtedy wpadłem na bramkę stojącą… w moim ogródku 😐 z nogą na rozdeptanym pająku-gigancie…

Parę nocy później:

Stałem w jakimś wyjątkowo zniszczonym budynku. Za oknem noc, w budynku świeciły trzy ostatnie działające żarówki, po moim ubiorze zorientowałem się, że wsadzili mnie do wojska… za dnia musiałem wykonywać jakąś zajedwabiście niebezpieczną i „czołgającą po ziemi” misję, albowiem ubranie miałem tak zniszczone, gacie były tak dziurawe, że żeby załatwić potrzebę fizjologiczną, nie musiałem ich zdejmować… sen urwał się właśnie na próbie załatwienia się (dziwne uczucie srać na stojąco nad rozwalonym kiblem :p )

Drugi sen był już bardziej „domowy”, niemniej także dziwny. Jakieś przyjęcie, na którym brylowała moja świętej pamięci ciotka. Jakiś mój wujek (którego pierwszy raz w tym śnie na oczy widziałem) poprosił, żeby… wsadzić go do trumny i obserwować reakcję ciotki 😮 Oczywiście bez wcześniejszego ubijania go :p
Tak więc wszedł do trumny, zamknąłem pokrywę, i zaczęła się ceremonia… wyprowadzenia zwłok z mieszkania 😐 Jak już wszyscy byli przy tym samochodzie do transportowania nieboszczyków, jedna z osób niosących trumnę upuściła ją, pokrywa się otwarła, a z trumny wypadł wujek. Ktoś z niosących trumnę chciał sprawdzić, czy żyje, i zaczął go pięściami okładać… wyszło na jaw, że pogrzeb zbędny.
Powtórzę tylko, że faceta, który przedstawiał się jako „wujek”, pierwszy raz w życiu widziałem, co dziwne to nawet sam się do niego tak zwracałem…

Ludzieeeeeee!!! Ja chcę wreszcie jakiś sensowny sen… ;( mogę leżeć nawet z dawną ukochaną w jednym łóżku, wszystko jedno… ;( byle z sensem… ;(

Dziwne śmieszno-straszne sny

I kolejna stara notka. Tym razem o snach, w luj dziwnych, śmieszno-strasznych.

Normalnie nie wytrzymam… kolejna nieprzespana noc.
A jak już uda mi się zasnąć, to mam takie wizje, że…

Na przykład parę dni temu…

Wychodzę sobie z domu, dookoła ani żywej duszy, nagle słyszę jakieś bombowce. Skapnąłem się, że to pewnie Hitler zmartwychwstał i zaczęła się trzecia wojna światowa, więc pobiegłem do domu się schować. Wszedłem do pokoju, w którym jest telewizor, patrzę, matka na kanapie śpi… za telewizorem stoi druga kanapa, to się położyłem… nie na długo. Do domu szwaby wpadły, wymachując bronią i wszystkim, co mieli, przede mną stanęła chyba cała kompania (czy jak to się tam zwie), ich dowódca wziął do ręki magnetowid, rozpierdolił go w drobny mak, wyjął jakąś karteczkę i wrzeszczy „kurwa to miało być po niemiecku napisane! wczoraj mówiłem!”

Zaraz po tej wizji miałem jeszcze drugą.

Idę sobie jakąś dróżką wiejską, czy może jadę, już nie pamiętam, w pewnym momencie zobaczyłem że ta droga wiedzie do lasu. Coś mnie tknęło, żeby wracać, no więc wracam… jak już byłem na drugim końcu drogi to w odstępie raptem dziesięciu sekund przywaliło we mnie dwóch rowerzystów.

Kilka dni temu miałem mniej więcej taki sen, złożony z kilku wizji:

Mianowicie siedziałem sobie w szpitalu z rozciętym brzuchem, przy czym to rozcięcie miałem sobie zrobić sam, podpatrując jakieś zwyczaje indiańskie. Babka mi to zeszyła bez znieczulenia (ani kropli krwi…), potem zszedłem do jakiegoś pomieszczenia, wziąłem gazetę i… zobaczyłem wywiad ze mną przeprowadzony przez wszechmogącego ojca Rydzyka 😐 Było w nim pytanie o gazetę „Fuckt” (pisało „Fakt”, ale ja wolę używać tytułu w zapisie amerykańskim), moja odpowiedź tam zapisana była mniej więcej taka, że „jest to gazeta inteligentna”… no nic, znalazłem się w jakimś autobusie na autostradzie, później jechałem jakąś hulajnogą czy rowerem czy cholera wie czym do domu w strugach deszczu, jak znalazłem się w domu to mi matka oznajmiła, że mam ojcu naprawić… hulajnogę (kumacie czaczę? mój ojciec i hulajnoga) i że ktoś na mnie czeka. No więc wchodzę, patrzę… a tam w kuchni ojciec jaśnie wielmośny Rydzyk z mikrofonem w ręku na wywiad przyszedł 😐

Zaczął mi zadawać takie same pytajnia, jakie były w gazetce, o dziwo udzielałem takich samych odpowiedzi, ale postanowiłem się „przełamać”, gdy doszedł do pytania dotyczącego „Fucktu”. Odpowiedziałem: „W życiu nie widziałem gazety tak obleśnej, o tak niskim poziomie intelektualnym” + coś o Radiu z Ryjem (też na minus)

Rydzyk przerwał wywiad i zbierał się do wyjścia, ja szedłem do mojego pokoju, gdy mnie zaczepił inny ksiądz, asystent Rydzyka, odzywając się tymi słowy: „Dziękuję. Wiele mnie nauczyłeś”

I tym dziwnym akcentem sen się skończył…

Fuck, czemu mi się śnią takie dziwolągi? Zwariować można.