Archiwa tagu: pieniądze

1 listopada

Historia prawdziwa pierwszolistopadowa, trochę śmieszna, trochę durna, trochę straszna, z forum pewnego ambitnego wzięta i skopiowana.

Trochę z innej beczki, ale i tak napiszę xD
>mój stary
>alkoholik, przepierdalał cbl, zdradzał matkę
>jeszcze za komuny pobił jakiegoś zjeba i płaciliśmy mu srogie szekle na odszkodowanie, bo wybił mu 13 zębów xD
>pracował na budowie, a jak się w domu spierdoli byle gówno to hurr durr grażyna wołaj fachowca
>wypominał mi zakup firmowego plecaka, jak szedłem do techbazy, mimo że był za moje własne pieniądze zarobione na zbieraniu jagód u babełe i przeliczał różnicę cenową między nim, a plecakiem z rynku w paczkach fajek
>palił od 14 roku życia, czym się chwalił, a mnie straszył wpierdolem jeśliby znalazł u mnie papierosy, nawet jak już byłem pełnoletni xD
>grzebał u mnie w pokoju regularnie, bo hurr durr narkołyki i młodzieże ćpają, a tak naprawdę to podpierdalał drobne jak 2-5 zł, że musiałem nosić portfel przy dupie cały czas, nawet do kąpieli brałem wszystko ze sobą xD

W końcu spadł z rowerka na zawał na 44 lvlu, jakoś w maju. Mimo, że cała rodzina wiedziała, jaki to był skurwiel i debil to wszyscy jakoś po nim płakali. Byłem na grobie dziadeła od strony mame, bo to akurat był najbardziej ogarnięty członek naszej rodziny i fajnie było z nim rozmawiać. Przy okazji podszedłem na grób starego,mame poszła tam ze zniczami o wartości 400 cbl gdzie sama zarabia 1800 na rękę xD co widzę? Napierdolone wszystkich ozdóbek na kiju, tak że na grobie się nie mieszczą, to jeszcze na ziemi obok stoją i znicze jeden na drugim co to wgl ma być? /nk/ umysł polaków, dlaczego szanują takich idiotów nawet po śmierci?

Genialny opis aukcji na Allegro

5630394227

Sprzedam Srajfona 5.

  Pozbędę się z przyjemnością gównianego ajfona, który od 5 miesięcy zbiera kurz i śmierdzi mi w pokoju. A od czasu do czasu podnosi ciśnienie, kiedy trafie na niego przypadkiem szukając dokumentów na regale.Kupując go jakiś czas temu był prawie sprawny. Wystarczyło zdjąć z niego simlock (sieć o2) i sprawdzić baterie. Trafił jednak w ręcę nieocenionego eksperta, który mało że nie poradził sobie z tak banalną czynnością. To jeszcze kretyn prawdopodobnie nie podpiął wyświetlacza po jego rozebraniu (bo chuja się znał) i ponownym złożeniu telefonu. Aktualnie więc się włącza, coś tam syczy baba po angielskiemu, po wciśnięciu przycisku home, ale na wyświetlaczu nic nie mryga. Nie robie zdjeć aktualnych, bo mi się nie chce. Pieniądze zainwestowane w tę akucję, to ostatnie jakie ten telefon zazna, dopóki będę jego właścicielem. Jeśli się nie sprzeda z przyjemnością roztrzaskam go o scianę sąsiada, który też mi ciśnienie podnosi od pewnego czasu. Nagram to w slowmotion, następnie wyślę film producentom tego złoma. Dorzucam case do tego padła. Sprzedaję więc jako uszkodzony. Jak to większość telefonów marki Iphone. Prosze nie zadawać głupich pytań, zarobiony jestem i nie mam czasu na odpisywanie każdemu co 15 min, co dolega temu plackowi. Jestem grafikiem a nie handlarzem niedorobionych telefonów. To co o nim wiem to fakt, iż na pewno nie jest kradziony. A żaden świadomy złodziej, zmagajacy się z codziennym stresem w pracy nie dojebał by sobie aż tak do pieca.

Pozdrawiam i mam nadzieję, ze się nie pozabijacie o to gówno :)

 

Aukcja od 1zł bez ceny minimalnej. Na tyle wyceniam jego wartość.

Cat power!

Nie od dziś wiadomo, że koty rządzą światem. No, może rządzą światem to trochę przesadzone stwierdzenie, faktem jest jednak iż coraz częściej zajmują kierownicze stanowiska w urzędach, firmach, itd. W Stanach Zjednoczonych istnieje przykładowo prawo, które pozwala dopisać na karcie do głosowania nazwisko kogokolwiek, niekoniecznie człowieka. Tak na przykład burmistrzem jednego z miast na Alasce został właśnie kot.

O tym, że koty powoli i stopniowo przymierzają się do przejęcia władzy nad światem, świadczy również ten news Radia Sputnik:

Kot zwany Bossem został twarzą rumuńskiej firmy. Nie tylko dumnie przechadza się po biurze i kontroluje pracowników, lecz również zostawia odcisk łapy na opakowaniu towaru, wysyłanego klientom. Zwyczajny kot domowy zazwyczaj nie ma szczególnych spraw poza jedzeniem i snu. Ponadto pupile lubią siedzieć na kolanach właścicieli i wszędzie zostawiają sierść. Jednak kot rasy szkockiej osiągnął o wiele większe sukcesy niż jego rodacy. Został zatrudniony jako menedżer reklam w sklepie internetowym! Jak podkreśla Daily Dot, Boss został wybrany spośród 700 kotów ubiegających się o to stanowisko. Zarabia teraz około 225 dolarów miesięcznie.

A może prezydentem Najjaśniejszej Rzeczypospolitej też powinien zostać kot? Może i stawałby na krześle, ale na pewno nie wystrychnąłby swoich wyborców na dudka.

Autentyczna historia pewnego autostopowicza

Jadę z Opola do Częstochowy I widzę gościa łapiącego okazję. Zatrzymałem się, a on mówi, że bardzo potrzebuje podwózki I że nie ma grosza I czy bym mu nie pomógł. Zabieram go, sadzam obok siebie I zaczynamy luźną rozmowę.
Do słowa do słowa wychodzi na to, że gość właśnie wyszedł z pierdla, gdzie spędził parę lat za rozboje, napady itp. Zrobiło się nieswojo, nawet zacząłem się nieco bać. Ale patrzę, a tu jeszcze jeden koleś łapie stopa, więc pomyślawszy, że tamten nic MI nie zrobi przy świadku, przesadziłem pasażera na tylną kanapę a nowego zaprosiłem na miejsce obok siebie.
No I jedziemy, rozmawiamy, jest ok. Po jakimś czasie koleś z boku (drugi wsiadający) wyciąga odznakę, blankiecik I mówi, że jest policjantem, a ja dostaję mandat 300,- zł I ileś tam punktów, Bo tu i tam przekroczyłem prędkość, tyle a tyle razy wyprzedzałem na skrzyżowaniu I jeszcze coś tam I jeszcze coś tam. Tak mnie zaskoczył, że niewiele myśląc przyjąłem mandat, oczywiście wkurwiony do czerwoności. Chwilę później gliniarz każe się wysadzać.
Nic nie odezwawszy się wysadziłem go tam, gdzie chciał I nadal czerwony pojechałem dalej. Po niedługim czasie gostek z tylnej kanapy, dotychczas milczący, prosi abym go wyrzucił tam I tam, kiedy wysiadł wyjął portfel I daje trzy, stówy.
Ja na to: – Przecież umawialiśmy się, że podwiozę pana za darmo, nie chcę tej forsy.
On odpowiada: – Bierz Pan, będzie na ten mandat.
Ja na to: – Ale jak to? Przecież mówił Pan, że nie ma pieniędzy. Poza tym to był mandat dla mnie I przecież nic Panu do tego.
A on: – Chciał Pan być uprzejmy… życzliwy… podwozi pan człowieka z dobrego serca, a ten kutas mandat Panu wypisuje… To mu zajebałem portfel.

Lepiej być miłym czy niemiłym?

Przykładasz się do pracy, starasz się jak najbardziej usatysfakcjonować klientów, a przez to pośrednio również własnego szefa, zapierdzielasz na pełnych obrotach, firma jest z Ciebie dumna, a mimo to zarabiasz psie pieniądze i ledwie ciągniesz od pierwszego do pierwszego? Jeśli tak jest i jeśli się temu dziwisz, to naukowcy wynaleźli właśnie wyjaśnienie takiego stanu rzeczy, ba, nawet zorganizowali naukowe badanie! Takiego oto newsa wypłodziło ostatnio na swojej stronie internetowej rosyjskie Radio Sputnik – oczywiście news umieszczony w dziale „ciekawostki”, bo w końcu niska płaca za tytaniczną robotę to nic innego jak właśnie ciekawostka… szczególnie w Rosji, która pod wszystkimi chyba względami stanowi jakiś dziwny stan umysłu. Ale do rzeczy, oto news:

Pracują lepiej, wychodzą ostatni, są sympatyczniejsi, a mimo to zarabiają mniej. Dlaczego? Bo są mili. Badania naukowców z Uniwersytetu w Sheffield pokazują, jak silny wpływ na wysokość zarobków ma osobowość pracownika. Stanowczy, nieskorzy do zgody zarabiają więcej. Mili otrzymają podwyżkę na końcu. Nie będą się o nią wykłócać. Kobiety częściej padają ofiarą swojej ugodowej natury.

I już człowiek nie wie, czy być miłym, sumiennym i uprzejmym, czy może chamskim i wulgarnym, olewać swoją pracę i z wielkim przytupem domagać się podwyżki albo przynajmniej awansu.

O mężczyźnie, który stał się świnią

Bywają takie dni, że lepiej nie wchodzić kobiecie w drogę. Tak, zgadliście. To okres. Właśnie wtedy, gdy kobieta sobie czegoś zapragnie, to nie ma zmiłuj – po prostu musi to dostać, i koniec. Jeśli nie dostanie, będą kłopociki. Ot, choćby w postaci wstydu przed zupełnie obcymi tobie i jej ludźmi. Taką oto konwersację usłyszał niedawno na przystanku autobusowym jeden z użytkowników pewnego forum dla pozycjonerów. Rozmowa żony z mężem:

Ona: ………tylko 200zł
On: Miauczysz jak kot.
Ona: Nie miauczę, tylko proszę Cię o kasę na krem.
On: Ja wiem, że czasem mówię do Ciebie ‚Mój Ty Kotku’ ale nie miaucz już…
Ona: No właśnie, a czemu nie mówisz do mnie „Ty Piesku”?
On: To już raczej „Ty suko”… „Moja mała Suczka” hehehe
Ona: Grrrrrrr….
On: Właściwie to czemu nie „Ty Krowo”? No dobra „Ty Krówko”…
Ona: jeżeli juź to „Ty Króweczko … moja mała piękna Króweczko”
On: to może Cielaczku? albo Cielęcinko?
Ona: Świnio…. to dasz mi na krem?

I tak oto, łatwo, szybko i przyjemnie, kobieta dostała kasiorę na krem, a mężczyzna został ogołocony z dwustu złotych i, jak by tego było mało, z człowieka przedzierzgnął się w świnię.

Kościół kradnie!

Nie od dziś wiadomo, że kościół katolicki jest niesamowicie łasy na pieniądze. To jest prawda stara jak sam kościół, tak od zawsze było, jest i już chyba do ostatnich dni tej instytucji tak będzie. Pieniądze i bogactwa pod najróżniejszymi postaciami – wille, limuzyny, mnóstwo prosty… eee tfu sorry ministrantów na utrzymaniu.

A że tak jest od wielu, bardzo wielu lat, świadczy między innymi historyjka, jaką niekiedy można jeszcze usłyszeć na Śląsku. Można ją znaleźć również w wielu książkach z dowcipami i anegdotami z tego rejonu.

Otóż w jednej rodzinie był ministrant (sam ten fakt już budzi grozę i masę podejrzeń – kim był ten ministrant? Co robił? Co z nim robił ksiądz proboszcz na plebanii?). Ministrant to był niesamowicie ciekawski, wszystko musiał widzieć, wiedzieć, wszędzie sznupał (po śląsku – wtykał nos, szukał), a co wysznupał to zaraz opowiedział rodzinie. Rodzinka oczywiście pełna konspiracja i udawali że nic nie wiedzą.

I tak pewnego razu ministrant podpatrzył, jak ksiądz proboszcz chował za ołtarzem jakąś skrzyneczkę, pięknie wyglądającą, bogato zdobioną… wiadomo, złotko to się świeci. Gdy proboszcz już sobie łaskawie wreszcie poszedł był raczył, ministrant ukradkiem zajrzał do tej szafeczki i przeczytał napis na niej: „Tu spoczywa Boże Ciało”.

Jak tradycja nakazuje, opowiedział o wszystkim ojcu. Uradzili, że następnego dnia zajdą tam razem. I rzeczywiście, następnego dnia znów ksiądz proboszcz coś w szafeczce schował, gdy odszedł – ministrant o jego ojciec zerknęli do szafeczki…

Nazajutrz ksiądz proboszcz podchodzi do szafeczki i ze zgrozą w oczach czyta napis: „Tu spoczywa Boże Ciało”, a pod tym dopisane: „…które wczoraj zmartwychwstało i do Nieba odleciało”.

Na początku napisałem coś na kościół, a wpis zakończyłem kradzieżą dokonaną najprawdopodobniej przez ojca ministranta. Bez sensu, prawda?

No więc właśnie o to chodzi, że nie do końca! No bo tak:

Ministrant jest członkiem kościoła katolickiego. Jak by tego było mało, jest członkiem aktywnie udzielającym się. A żeby ten członek powstał, inny członek (taki fizyczny, co włazi do dziurki) musiał trochę popracować… wiecie o co chodzi. No więc ów członek, tworząc aktywnego członka kościoła katolickiego, sam stał się pośrednio aktywnym członkiem kościoła katolickiego, ergo, stanowi jego część. Więc jeśli ten członek coś ukradnie, w pewnym sensie można powiedzieć, że ukradł to kościół katolicki.

Voila!