Archiwa tagu: muzyka

Popek roztropek i jego naśladowcy bombowcy

W ostatnich dniach przez cały polski Internet niczym nawałnica w wakacje przelewają się setki, tysiące, zaraz będą miliony wpisów z mordą pewnego Karolka z niewiadomokąd, który oszpecił się do końca życia tylko po to, by upodobnić się do swojego ulubionego rapera (?) Popka.

Oczywiście w ślad za tym debilem poszli następni. I tak już mamy w naszym pięknym jak srajtaśma i smutnym jak dupa kraju kilku, a może nawet kilkunastu nowych Popków, którzy – pokazując na ulicy swoje zjebane i oszpecone ryje – kurwy, chuje i czasownik „jebać” wstawiają zamiast spacji i przecinków.

Ludzi już chyba do reszty pogięło. Jak to możliwe, żeby taka tandeta, taki kicz, gówno i głupota stały się tak bardzo popularne i tak mocno wryły się w umysły, szczególnie młodych, ludzi?

Ja się pytam, jak można być takim głupim cieciem malinowym żeby zedrzeć sobie z mordy kawał skóry, wycierpieć przez to katusze i przelać tonę krwi, tylko po to, żeby upodobnić się do jakiegoś debila, który to nawet wysłowić się nie potrafi…

Pizda na głowie pi-pi-pizda na głowie, co stara powie co-co-co stara powie
Pizda na ryju pi-pi-pizda na ryju, krew myju myju kre-kre-krew myju myju

Kulturalny klarnecista

Wśród muzyków grających w orkiestrach na instrumentach dętych krąży ciekawa, a przy tym dość zabawna anegdotka na temat jednego wyjątkowo dobrze wychowanego klarnecisty.

Historia wygląda następująco:

Jest sobie próba orkiestry. Grają jakiś koncert klarnetowy. Wszystko fajnie, pięknie i w ogóle super, tylko że jest jeden poważny, pozornie trudny do przeskoczenia problem: solo klarnetowe jest rozpisane na kilka stron i trzeba przewracać kartki. No więc klarnecista gra, gra, gra, przerywa, przewraca kartkę i gra dalej. Dyrygent każe jednak powtórzyć ten fragment. Klarnecista gra więc jeszcze raz, przerywa, przewraca kartkę i gra dalej.

Dyrygent nieziemsko się wkurzył, sugeruje więc klarneciście, by poprosił któregoś z kolegów z orkiestry – może fagocistę? – aby przewracał kartkę za niego, tak aby klarnecista nie musiał przerywać gry.

Klarnecista wysłuchał, zrozumiał o co biega, więc gra to solo jeszcze raz.

I tu następuje gwóźdź programu… klarnecista dociera do owego feralnego miejsca, fagocista przewraca mu kartkę, a ten… przerywa, mówi „Dziękuję!” i gra dalej.

Dobre wychowanie jest cechą pożądaną, czasami jednak lepiej obejść się bez kulturalnych kłopotliwych podziękowań…

Kilka sytuacji okołomaturalnych cz 2

Na zajęciach chóru…

Chóralistka: Mareczku, ale śpiewaj ćwierć tonu wyżej!
Ja: Ok, wporzo, się zrobi.
Chóralistka: [wielkie zdziwko, najwyraźniej nie skapnęła o co chodzi z tym „wporzo” xD] Nie wiem co masz na myśli, udam że tego nie słyszałam
[cała klasa w śmiech]

Słowo wstępu do następnej sytuacji: Zawsze na zajęciach chóru jest tak, że podczas naszej lekcji spod szkoły odjeżdża jakiś gościu któremu hamulec (czy jakiś inny element) w samochodzie niemiłosiernie piszczy w czasie jazdy.
Nie inaczej było dzisiaj ;] My tu śpiewamy a tu zza okna nagle dochodzi do nas jeden wielki pisk…
Po lekcji koleżankom sopranistkom coś odwaliło i wychodząc z sali zaczęły wydawać własne fale dźwiękowe o bliżej nieustalonej częstotliwości drgań…

Chwila szczerości. ^^
Ja: Wiecie co, wy piszczycie głośniej niż ten hamulec za oknem…

Damian: Dlaczego dziewczyny zawsze jak wychodzą to przechodzą koło nas a nie naokoło?
Ja: no bo dlatego, że tutaj mają bliżej. A tak poza tym to ja mam większą możliwość żeby się z krzesłem przesunąć. Mam większy posuw…

Nauczycielka (próbując wyegzekwować od nas poprawę dźwięku): Wystrój bo umrę!
Ja i Grzegorz: To już wiemy, że nie wystroimy.

Kilka sytuacji okołomaturalnych cz 1

Łukasz: A jaką ty masz specjalizację w technikum?
Ja: Technik mechanik komputerowe przygotowanie produkcji.
Łukasz: A co tam wytwarzacie na tych warsztatach?
Ja: Aaa, różnie, wytaczamy na tokarkach różne male elementy maszyn i chuj wie co jeszcze.
Karol: Zobaczycie, jak Marek firmę założy i zostanie monopolistą na rynku chuj wie czego…

– – –

Szkoła muzyczna. Środa.

Ja: (trzepię włosami)
Andrzej: Auć!
Grzesiek: Widzisz, strzeliłeś w niego wszą…

Ja: Ten nowy kolo jest cholernie podobny do Grześka.
Grzesiek: Jeśli nie śmierdzi i nie chodzi tak samo krzywo jak ja to nie jest podobny.
Andrzej: Taaa a jak się takich dwóch ze sobą zejdzie…
Grzesiek: (rozpoczyna bitwę)

– – –

Matura ustna z jęz. polskiego opóźniła się o ponad godzinę, bowiem jedna z egzaminatorek… zaspała i zapomniała o maturze. -_-

Koleś (przed egzaminem): Ta szkoła mnie kiedyś wykończy! Ja osiwieję w wieku 25 lat…

Koleś do kolesia w technikum:
– Po co ty masz tą komórkę? Ja do ciebie dzwonię, wykładam swoją własną wolę, a ty to masz gdzieś

Przed maturą z wosu stoję sobie na korytarzu i czekam przed salą egzaminacyjną (czytaj: przed biblioteką, gdzie pełno ściąg pod ręką). Przechodzi niedaleko sekretarka i odzywa się w te słowa:
– Znowu zdajesz?
– Tak. Znowu sam w sali.
– Bo tyś jest typ samotnika.

– – –

Profesor od obrabiarek CNC: Jakby ktoś chciał pociągnąć kabel bratu lub siostrze…
[cała klasa w śmiech]
(chodziło o kabel od internetu w domowej sieci komputerowej)

Przed chwilą jeden z kolegów siedzących ze mną w szkolnej kafejce zapodał tekst, który na długo zapisze się w historii światowej kinematografii:
Manga to japońska odmiana kreskówki

Boże… xD

– – –

Geografia:
Nauczycielka: Jaki proces ma duże znaczenie w kruszeniu skał?
Ja: Erozja.
Nauczycielka: Korozja?

Ciekawostka o Mozarcie

Sezon na starocie w pełni, oto kolejny ciekawy wpis z mojego ściśle dotąd tajnego kajecika:

Mozart był postacią dość ciekawą, nie tylko ze względu na komponowaną przez siebie muzykę, lecz także ze względu na swoje zachowanie i sposób bycia. 😛 Dość nadmienić, iż często miewał napady nie wiadomo skąd się biorącego, dziecinnego wręcz śmiechu, słynął też z fochów strzelanych podczas prób z orkiestrą. Np muzycy orkiestry paryskiej dopiero dostali nowy utwór Mozarta i właśnie go rozczytywali, gdy do sali wpadł Mozart, krzycząc, iż w takim stanie nie pozwoli swojego dzieła wystawić…

Dowodem na to, że Mozart był osobnikiem co najmniej oryginalnym, niech będzie fragment jego listu do kuzynki, który odczytała nam ostatnio na historii muzyki nauczycielka. 😛

Siedziałem sobie w salonie. W pewnym momencie weszła moja matka i stwierdziła, że coś śmierdzi i że najpewniej to ja puściłem bąka. Ale przecież ja nie puściłem żadnego bąka! Aby się w tym upewnić, podszedłem do okna i sprawdziłem – nie śmierdziało. Wróciłem do stołu – śmierdziało. Czyli jednak puściłem bąka.

Tłumaczenie z niemieckiego, zamieszczone w pewnej książeczce biograficznej o Mozarcie ;]

Mozart. Zaiste oryginalny gość.