Archiwa tagu: Mozart

Kulturalny klarnecista

Wśród muzyków grających w orkiestrach na instrumentach dętych krąży ciekawa, a przy tym dość zabawna anegdotka na temat jednego wyjątkowo dobrze wychowanego klarnecisty.

Historia wygląda następująco:

Jest sobie próba orkiestry. Grają jakiś koncert klarnetowy. Wszystko fajnie, pięknie i w ogóle super, tylko że jest jeden poważny, pozornie trudny do przeskoczenia problem: solo klarnetowe jest rozpisane na kilka stron i trzeba przewracać kartki. No więc klarnecista gra, gra, gra, przerywa, przewraca kartkę i gra dalej. Dyrygent każe jednak powtórzyć ten fragment. Klarnecista gra więc jeszcze raz, przerywa, przewraca kartkę i gra dalej.

Dyrygent nieziemsko się wkurzył, sugeruje więc klarneciście, by poprosił któregoś z kolegów z orkiestry – może fagocistę? – aby przewracał kartkę za niego, tak aby klarnecista nie musiał przerywać gry.

Klarnecista wysłuchał, zrozumiał o co biega, więc gra to solo jeszcze raz.

I tu następuje gwóźdź programu… klarnecista dociera do owego feralnego miejsca, fagocista przewraca mu kartkę, a ten… przerywa, mówi „Dziękuję!” i gra dalej.

Dobre wychowanie jest cechą pożądaną, czasami jednak lepiej obejść się bez kulturalnych kłopotliwych podziękowań…

Ciekawostka o Mozarcie

Sezon na starocie w pełni, oto kolejny ciekawy wpis z mojego ściśle dotąd tajnego kajecika:

Mozart był postacią dość ciekawą, nie tylko ze względu na komponowaną przez siebie muzykę, lecz także ze względu na swoje zachowanie i sposób bycia. 😛 Dość nadmienić, iż często miewał napady nie wiadomo skąd się biorącego, dziecinnego wręcz śmiechu, słynął też z fochów strzelanych podczas prób z orkiestrą. Np muzycy orkiestry paryskiej dopiero dostali nowy utwór Mozarta i właśnie go rozczytywali, gdy do sali wpadł Mozart, krzycząc, iż w takim stanie nie pozwoli swojego dzieła wystawić…

Dowodem na to, że Mozart był osobnikiem co najmniej oryginalnym, niech będzie fragment jego listu do kuzynki, który odczytała nam ostatnio na historii muzyki nauczycielka. 😛

Siedziałem sobie w salonie. W pewnym momencie weszła moja matka i stwierdziła, że coś śmierdzi i że najpewniej to ja puściłem bąka. Ale przecież ja nie puściłem żadnego bąka! Aby się w tym upewnić, podszedłem do okna i sprawdziłem – nie śmierdziało. Wróciłem do stołu – śmierdziało. Czyli jednak puściłem bąka.

Tłumaczenie z niemieckiego, zamieszczone w pewnej książeczce biograficznej o Mozarcie ;]

Mozart. Zaiste oryginalny gość.