Archiwa tagu: mandat

Ciekawe światła w Białymstoku

Wchodzisz sobie na youtube. Oglądasz to i owo, klikasz tu i tam, aż w końcu dociera do ciebie straszna wiadomość i przerażająca świadomość: ZABŁĄDZIŁEŚ W INTERNECIE!

Ale zabłądziłeś nie byle gdzie i oglądasz nie byle co. Bo oto oczętom twoim ukazuje się scenka, w której jakiś gostek popyla sobie na motorku, a następnie staje na skrzyżowaniu. I czeka, czeka, czeka.

Wokół ciemności panują egipskie. I ta cisza, przerażająca cisza… co się stanie? I czy coś w ogóle się stanie? A jeśli tak, to kiedy?

Wzmaga się niepewność. Rośnie poziom adrenaliny w twoim zmęczonym nieziemsko organizmie. Już zaczynasz sobie układać w głowie możliwe scenariusze wydarzeń. Co ten gościu teraz zrobi? Pojedzie dalej, a zza krzaków wyskoczy policjant z lizaczkiem żeby capnąć na gorącym uczynku niebezpiecznego przestępcę, czy może motocyklista wymyśli coś innego? Nie wiem, strzeli laserem w czerwone albo zasadzi mu kopa z półobrotu, krzycząc „ZACZNIJ K***A DZIAŁAĆ”?

I nagle ogarnia cię to głupie uczucie, gdy widzisz jak motocyklista schodzi ze swojej machiny, tylko po to, żeby wcisnąć jeden głupi przycisk, dzięki któremu jego oczom ukaże się światło zielone, tak bardzo upragnione…

I już wiesz, że zmarnowałeś kolejne trzy minuty swojego nudnego jak srajtaśma i smutnego jak dupa życia.

Taka sytuacja.

Autentyczna historia pewnego autostopowicza

Jadę z Opola do Częstochowy I widzę gościa łapiącego okazję. Zatrzymałem się, a on mówi, że bardzo potrzebuje podwózki I że nie ma grosza I czy bym mu nie pomógł. Zabieram go, sadzam obok siebie I zaczynamy luźną rozmowę.
Do słowa do słowa wychodzi na to, że gość właśnie wyszedł z pierdla, gdzie spędził parę lat za rozboje, napady itp. Zrobiło się nieswojo, nawet zacząłem się nieco bać. Ale patrzę, a tu jeszcze jeden koleś łapie stopa, więc pomyślawszy, że tamten nic MI nie zrobi przy świadku, przesadziłem pasażera na tylną kanapę a nowego zaprosiłem na miejsce obok siebie.
No I jedziemy, rozmawiamy, jest ok. Po jakimś czasie koleś z boku (drugi wsiadający) wyciąga odznakę, blankiecik I mówi, że jest policjantem, a ja dostaję mandat 300,- zł I ileś tam punktów, Bo tu i tam przekroczyłem prędkość, tyle a tyle razy wyprzedzałem na skrzyżowaniu I jeszcze coś tam I jeszcze coś tam. Tak mnie zaskoczył, że niewiele myśląc przyjąłem mandat, oczywiście wkurwiony do czerwoności. Chwilę później gliniarz każe się wysadzać.
Nic nie odezwawszy się wysadziłem go tam, gdzie chciał I nadal czerwony pojechałem dalej. Po niedługim czasie gostek z tylnej kanapy, dotychczas milczący, prosi abym go wyrzucił tam I tam, kiedy wysiadł wyjął portfel I daje trzy, stówy.
Ja na to: – Przecież umawialiśmy się, że podwiozę pana za darmo, nie chcę tej forsy.
On odpowiada: – Bierz Pan, będzie na ten mandat.
Ja na to: – Ale jak to? Przecież mówił Pan, że nie ma pieniędzy. Poza tym to był mandat dla mnie I przecież nic Panu do tego.
A on: – Chciał Pan być uprzejmy… życzliwy… podwozi pan człowieka z dobrego serca, a ten kutas mandat Panu wypisuje… To mu zajebałem portfel.