Archiwa tagu: kościół katolicki

Nie jesteś bogiem, uświadom to sobie!

Taki oto ciekawy news pokazał się kilka miesięcy temu na jednym z polskich portali (dez)informacyjnych. Pewien facet za dużo wypił, nachlał się jakiegoś dziwnego specyfiku zrobionego nie wiadomo z czego nie wiadomo skąd, i miał zwidy że jest bogiem, co też poskutkowało wizytą w urzędzie stanu cywilnego celem zmienienia sobie nazwiska na jedynie słuszne…

W Urzędzie miejskim w Ostrowcu Świętokrzyskim przed świętami Bożego Narodzenia pojawił się 55-letni mężczuzna, który chciał zmienić nazwisko na „Bóg”, aby móc się przedstawiać „Jestem Bóg. Pan Bóg”. Urząd odmówił, gdyż urzędniczka uznała że Bóg jest jeden, a nadanie komuś takiego nazwiska mogłoby obrazić uczucia religijne innych osób. Oficjalnym powodem odmowy był brak przekonującego uzasadnienia, dlaczego chce zmienić nazwisko. W Polsce nazwiska można zmieniać, gdy brzmią ośmieszająco lub mogą być podstawą do drwin i prześladowań. Mężczyzna nie przyjął odmowy i stał się tak niegrzeczny, że trzeba było wzywać straż miejską.

Jestem bogiem, uświadom to sobie, sobie!

W Polsce nie ma tak łatwo jak na przykład na Ukrainie, gdzie na „noworosyjskich” terenach namnożyło się w ostatnich latach Jezusów Chrystusów. W Polsce nikt nie może być bogiem…

Dwie zakonnice

Taka tam ciekawa historyjka z dwiema zakonnicami. No i oczywiście jest to kolejny perfidny, parszywy, chamski, prostacki i w ogóle skandalicznie skandaliczny atakujący atak na kościół święty powszechny!

Ale do rzeczy.

Idą dwie zakonnice: siostra Matematyka (M) i siostra Logika (L). Siostra M mówi:
– Widzisz tego mężczyznę, który idzie za nami od dłuższego czasu?
– Tak.
– Za 2 min nas dogoni.
– Zgodnie z prawami logiki musimy się rozdzielić, a wtedy pójdzie tylko za jedną z nas. Spotkamy się w zakonie.
Do zakonu przychodzi pierwsza siostra M.
Parę minut później dociera i siostra L.
Siostra M pyta się:
– O Boże, o Boże ! I co się stało?
– Zgodnie z prawami logiki mężczyzna mógł pójść tylko za jedną z nas i wybrał mnie.
– I co, i co?
– Zgodnie z prawami logiki gdy przyspieszyłam, on również to zrobił.
– I co dalej?
– Zgodnie z prawami logiki zaczęłam biec, a on zrobił to samo.
– O Boże! I co?
– Zatrzymałam się i on zgodnie z prawami logiki zrobił to samo.
– O Boże, o Boże i co?
– Podciągnęłam do góry sutannę, a on zgodnie z prawami logiki zdjął spodnie.
– O Boże, o Boże! I co?
– Zgodnie z prawami logiki zakonnica z zadartą suknią biegnie szybciej, niż mężczyzna z opuszczonymi spodniami.

Każdy, kto myślał, że to się skończy inaczej, musi teraz za karę odmówić 10 „zdrowasiek”.

Kościół kradnie!

Nie od dziś wiadomo, że kościół katolicki jest niesamowicie łasy na pieniądze. To jest prawda stara jak sam kościół, tak od zawsze było, jest i już chyba do ostatnich dni tej instytucji tak będzie. Pieniądze i bogactwa pod najróżniejszymi postaciami – wille, limuzyny, mnóstwo prosty… eee tfu sorry ministrantów na utrzymaniu.

A że tak jest od wielu, bardzo wielu lat, świadczy między innymi historyjka, jaką niekiedy można jeszcze usłyszeć na Śląsku. Można ją znaleźć również w wielu książkach z dowcipami i anegdotami z tego rejonu.

Otóż w jednej rodzinie był ministrant (sam ten fakt już budzi grozę i masę podejrzeń – kim był ten ministrant? Co robił? Co z nim robił ksiądz proboszcz na plebanii?). Ministrant to był niesamowicie ciekawski, wszystko musiał widzieć, wiedzieć, wszędzie sznupał (po śląsku – wtykał nos, szukał), a co wysznupał to zaraz opowiedział rodzinie. Rodzinka oczywiście pełna konspiracja i udawali że nic nie wiedzą.

I tak pewnego razu ministrant podpatrzył, jak ksiądz proboszcz chował za ołtarzem jakąś skrzyneczkę, pięknie wyglądającą, bogato zdobioną… wiadomo, złotko to się świeci. Gdy proboszcz już sobie łaskawie wreszcie poszedł był raczył, ministrant ukradkiem zajrzał do tej szafeczki i przeczytał napis na niej: „Tu spoczywa Boże Ciało”.

Jak tradycja nakazuje, opowiedział o wszystkim ojcu. Uradzili, że następnego dnia zajdą tam razem. I rzeczywiście, następnego dnia znów ksiądz proboszcz coś w szafeczce schował, gdy odszedł – ministrant o jego ojciec zerknęli do szafeczki…

Nazajutrz ksiądz proboszcz podchodzi do szafeczki i ze zgrozą w oczach czyta napis: „Tu spoczywa Boże Ciało”, a pod tym dopisane: „…które wczoraj zmartwychwstało i do Nieba odleciało”.

Na początku napisałem coś na kościół, a wpis zakończyłem kradzieżą dokonaną najprawdopodobniej przez ojca ministranta. Bez sensu, prawda?

No więc właśnie o to chodzi, że nie do końca! No bo tak:

Ministrant jest członkiem kościoła katolickiego. Jak by tego było mało, jest członkiem aktywnie udzielającym się. A żeby ten członek powstał, inny członek (taki fizyczny, co włazi do dziurki) musiał trochę popracować… wiecie o co chodzi. No więc ów członek, tworząc aktywnego członka kościoła katolickiego, sam stał się pośrednio aktywnym członkiem kościoła katolickiego, ergo, stanowi jego część. Więc jeśli ten członek coś ukradnie, w pewnym sensie można powiedzieć, że ukradł to kościół katolicki.

Voila!

Mył się, czy nie mył? Oto jest pytanie

11074490_897310233666260_6608226526800026453_nKontynuuję jazdę po kościele, a co! Bo papież smyru-smyru a w Polsce działy się rzeczy dużo poważniejsze i bardziej donioślejsiejsze…

Uwaga, ten wpis również będzie głupi i bez sensu. Podobnie jak cały ten pożalsiębożekurwajegomać blog.

Gdy zobaczyłem powyższy obrazek, przypomniała mi się znana i upowszechniana głównie przez przeciwników Radia Z Ryjem scena wyemitowana w telewizji. Jakieśtam spotkanie ekumeniczne na Jasnej Górze, nie pamiętam już co to wtedy było, w każdym razie okolice roku 2005-2006. Pamiętam, że wtedy jeszcze próbowały rządzić Polską PiS-dy. Cały event zorganizowany był przez imperium medialne pewnego ojca, który lubi wkładać rydza cycatym niewiniątkom.

Otóż na ów event przyjechał gość specjalny z Afryki. Ów ojciec o niezwykle płodnym umyśle (który pomimo celibatu całkiem możliwe że zdołał spłodzić jakichśtam swoich redemptorystycznych następców – o ile wkładał rydza tam gdzie trzeba, a nie pakował go w gówno, off curse), spojrzawszy na ciemnego (fizycznie, nie umysłowo) jegomościa, zakrzyknął: „Patrzcie państwo, on się nie mył wcale!”.

Ciemny jegomość najwyraźniej ten haniebny jak jasna cholera rasistowski atak na swoją ciemną osobę najwyraźniej postanowił natychmiast obrócić w żart, udając że chodziło oczywiście o to, że jest tak strudzony podróżą że na event przyjechał prosto z lotniska, nie zdążywszy przeżyć bliskiego spotkania trzeciego stopnia z mydłem i ciepłą wodą tak zwaną bieżącą.

Stan jego ubioru wskazywał jednakowoż, że jakąśtam higienę gość specjalny z Afryki starał się zachować. Pomimo podejrzeń płodnego fizycznie i intelektualnie ojca z dużym rydzem.

Dziwne śmieszno-straszne sny

I kolejna stara notka. Tym razem o snach, w luj dziwnych, śmieszno-strasznych.

Normalnie nie wytrzymam… kolejna nieprzespana noc.
A jak już uda mi się zasnąć, to mam takie wizje, że…

Na przykład parę dni temu…

Wychodzę sobie z domu, dookoła ani żywej duszy, nagle słyszę jakieś bombowce. Skapnąłem się, że to pewnie Hitler zmartwychwstał i zaczęła się trzecia wojna światowa, więc pobiegłem do domu się schować. Wszedłem do pokoju, w którym jest telewizor, patrzę, matka na kanapie śpi… za telewizorem stoi druga kanapa, to się położyłem… nie na długo. Do domu szwaby wpadły, wymachując bronią i wszystkim, co mieli, przede mną stanęła chyba cała kompania (czy jak to się tam zwie), ich dowódca wziął do ręki magnetowid, rozpierdolił go w drobny mak, wyjął jakąś karteczkę i wrzeszczy „kurwa to miało być po niemiecku napisane! wczoraj mówiłem!”

Zaraz po tej wizji miałem jeszcze drugą.

Idę sobie jakąś dróżką wiejską, czy może jadę, już nie pamiętam, w pewnym momencie zobaczyłem że ta droga wiedzie do lasu. Coś mnie tknęło, żeby wracać, no więc wracam… jak już byłem na drugim końcu drogi to w odstępie raptem dziesięciu sekund przywaliło we mnie dwóch rowerzystów.

Kilka dni temu miałem mniej więcej taki sen, złożony z kilku wizji:

Mianowicie siedziałem sobie w szpitalu z rozciętym brzuchem, przy czym to rozcięcie miałem sobie zrobić sam, podpatrując jakieś zwyczaje indiańskie. Babka mi to zeszyła bez znieczulenia (ani kropli krwi…), potem zszedłem do jakiegoś pomieszczenia, wziąłem gazetę i… zobaczyłem wywiad ze mną przeprowadzony przez wszechmogącego ojca Rydzyka 😐 Było w nim pytanie o gazetę „Fuckt” (pisało „Fakt”, ale ja wolę używać tytułu w zapisie amerykańskim), moja odpowiedź tam zapisana była mniej więcej taka, że „jest to gazeta inteligentna”… no nic, znalazłem się w jakimś autobusie na autostradzie, później jechałem jakąś hulajnogą czy rowerem czy cholera wie czym do domu w strugach deszczu, jak znalazłem się w domu to mi matka oznajmiła, że mam ojcu naprawić… hulajnogę (kumacie czaczę? mój ojciec i hulajnoga) i że ktoś na mnie czeka. No więc wchodzę, patrzę… a tam w kuchni ojciec jaśnie wielmośny Rydzyk z mikrofonem w ręku na wywiad przyszedł 😐

Zaczął mi zadawać takie same pytajnia, jakie były w gazetce, o dziwo udzielałem takich samych odpowiedzi, ale postanowiłem się „przełamać”, gdy doszedł do pytania dotyczącego „Fucktu”. Odpowiedziałem: „W życiu nie widziałem gazety tak obleśnej, o tak niskim poziomie intelektualnym” + coś o Radiu z Ryjem (też na minus)

Rydzyk przerwał wywiad i zbierał się do wyjścia, ja szedłem do mojego pokoju, gdy mnie zaczepił inny ksiądz, asystent Rydzyka, odzywając się tymi słowy: „Dziękuję. Wiele mnie nauczyłeś”

I tym dziwnym akcentem sen się skończył…

Fuck, czemu mi się śnią takie dziwolągi? Zwariować można.

„Wierzę w…”

I kolejna durna notka sprzed jakichś 9 lat. No, może trochę durna, trochę taka protest-notka. Po prostu nie trawię kościoła katolickiego. Traktuję ten twór w charakterze kolejnej instytucji polityczno-skarbowo-indoktrynacyjnej.

A „najśmieszniejsze” że kościół taką właśnie instytucją jest! Niestety. Skurwysyny w czarnych wdziankach zdzierają z naszego państwa „istniejącego tylko teoretycznie” istniejącą praktycznie kasę, pouczają nas jak mamy żyć (oczywiście oni sami są baaaaardzo doświadczeni, szczególnie w sprawach politycznych, seksualnych i w kwestii prowadzenia rodziny! Cholerne autorytety we wszystkich dziedzinach życia!) i wpieprzają się wszędzie tam, gdzie ich ingerencja jest wysoce niestosowna, żeby nie powiedzieć: CAŁKOWICIE NIEWSKAZANA.

Państwo w państwie.

No ale czas na notkę.

„Wierzę w Kościół powszechny”

No dobra… a w Urząd Skarbowy też wierzysz?

Wiem, trochę ta notka „popieprzona” 😛 Tak mnie wzięło na zadanie takiego pytania po tym, jak obserwuję, jak się „urządzili” niektórzy księża. Limuzynki, wille, full wyczes i wypas…

Jak wiadomo, Kościół katolicki jest największą na świecie instytucją. Tak się składa, że do instytucji zalicza się także Urząd Skarbowy. Dlaczego więc nie zadać pytania postawionego kilka linijek wcześniej? :]

Tak, wiem, majaczę… to się nazywa przepracowanie umysłowe 😛