Archiwa tagu: debilizm

Halo, tu pomyłka, prawidłowa odpowiedź to Pies Zbigniew i burdel za Biedronką

Nie pytajcie skąd to wziąłem, zresztą i tak się nie dowiecie, bo wam nie powiem, bo i tak tego nie znacie, bo nie poznacie, bo nie musicie. Jebać.

Ktoś miał dzisiaj wyjątkowego pecha. Włączam dziś po południu radiowego Skype’a, a tam między 16:20 a 16:30 nagrane dwie wiadomości głosowe od słuchacza dzwoniącego z zastrzeżonego numeru. Odsłuchuję… i normalnie nie wierzę własnym uszom 😀

Po sygnale chwila ciszy, następnie dzwoniący zawiesza połączenie, kilka sekund później odwiesza je, po czym – uwaga! – dzwoni pod inny numer i w ten sposób tworzy rozmowę grupową z wrocławską prostytutką, oferującą swoje usługi pod adresem ul Śliczna 22c 😀 Adres, sądząc po informacjach znalezionych w Google, dość dobrze znany okolicznym mieszkańcom. Podobno już od lat funkcjonuje tam sobie mały skromny burdel, z usług którego radośnie korzystają głównie studenci i co bardziej napaleni panowie z innych części Wrocławia.

Słucham dalej, mężczyzna wyraźnie postrachanym głosem zadaje pytanie, kiedy jej koleżanka będzie wolna (sądząc po głosie, owa dawczyni „przyjemności” cielesnych miała z 50 lat albo i więcej) i ile bierze za godzinę…

Chwilę potem drugie połączenie. To samo, po sygnale chwila ciszy, połączenie zawieszone, odwieszone, po czym ten sam człowiek dzwoni do tej samej prostytutki, żeby się upewnić, że dobrze zapisał adres i czy to jest „za Biedronką”…

Pozdrowienia od lotniskowca!

Cześć wam, poznajcie mnie. 

Nazywają mnie Grupą Uderzeniową Lotniskowca armii Stanów Zjednoczonych Ameryki, jednak nie lubię tego określenia, bo zwykle staram się atakować w ramach obrony wcześniej ustalonych interesów lub wartości. Bezpodstawny atak nie jest za dobrze odbierany na świecie. Znacie mnie? To spoko, nie musicie dalej czytać. Ale jeżeli jednak nie słyszeliście jeszcze o mnie – pamiętacie wojnę w byłej Jugosławii? To moja robota. Irak, Kuwejt, Afganistan? To też moja sprawka, ale tylko na początku teraz tam jest stała baza, lotnisko i port, więc nie jestem już potrzebny. Rajd na kryjówkę Bin Ladena? Podobno jakiś lotniskowiec zbliżył się wtedy niebezpiecznie blisko w rejon Pakistanu, ale ja nic o tym nie wiem. Mogę tylko potwierdzić, że zdarza mi się czasem przewozić zgrupowanie bojowe sił specjalnych, ale oni nie lubią jak się o nich mówi. 

Kim tak na prawdę jestem? Lotniskowcem – nie byle jakim, bo klasy Nimitz napędzany reaktorem jądrowym o mocy 190 Mega Watów pozwalającym mi pływać przez 20 lat w mojej 50 letniej karierze. Tak, tankuję tylko 3 razy w czasie swojego życia. Dodatkowo przenoszę do 5000 ludzi oraz 100 samolotów i helikopterów bojowych. To prawie tyle co ma w sumie wasza armia. Ale nie jestem sam, mam kilku kolegów. Towarzyszą mi okręty rakietowe klasy Ticonderoga, tworzą dla mnie mobilną tarczę antyrakietową dzięki czemu żadne pociski balistyczne nawet typu Topol nie są mi straszne. Poza nimi mam bardzo czujnych kolegów klasy Alreight Burke. Poza rakietami są wyposażeni w najnowszą wersję bardzo czujnego systemu przeciwlotniczego Aegis o bardzo dużym zasięgu zdolnym do namierzania i atakowania kilku celów na raz. Piszę o najnowszej wersji, ponieważ w 2014 podczas konfliktu na Ukrainie w rejonie Morza Czarnego jeden rosyjski myśliwiec SU-24 był w stanie wygłuszyć oraz wyłączyć system ku przerażeniu i panice obecnej na okręcie załogi, która nic nie mogła zrobić w obliczu przelatującego im nad głowami myśliwca 12 razy symulującego atak rakietowy. To się już nie powtórzy. Wisienką na torcie wśród moich przyjaciół jest kilka okrętów podwodnych również o napędzie atomowym. To takie troche anonki – nigdy ich nie widać, kontaktują się ze mną tylko przez telefon, ale zawsze mi towarzyszą i plotki mówią, że część z nich jest uzbrojona w pociski balistyczne z głowicami nuklearnymi. Poza nimi ciągną się za nami statki zaopatrzeniowe, medyczne i transportowe – w końcu gdzieś trzeba pomieścić Brygade Marines i całe ich oporządzenie. 

Obecnie moim największym wrogiem są Chiny, które starają się mnie sklonować. Ale póki co to nie jest jeszcze moja rola by do tego nie dopuścić. Najbardziej boję się rosyjskiego lotnictwa. Rosjanie dysponują dużą ilością dobrze uzbrojonych samolotów bojowych. Dlaczego się ich boję? Doktryna Obronności Federacji Rosyjskiej w razie mojego ataku zakłada zmasowany atak lotniczy. Fakt, faktem jestem w stanie wyjść bez zadraśnięcia z dużego ataku powietrznego, ale statystyki pokazują, że jeżeli chodzi o siły rosyjskie jestem w stanie powstrzymać co najwyżej 60% z ich samobójczego rajdu, te 40% które się przebije będzie w stanie zakończyć mój żywot, pomimo tego że oni również nie wrócą do domu, ale zdążą odpalić pociski. 

Podsumowując, jestem samowystarczalny. Pokaż mi palcem kraj, a ja go najadę, zdesantuję i zniszczę. Jeżeli napotkam spore problemy wycofam kolegów z Marines i zrównam go z ziemią potencjałem jądrowym. Póki co prawie nie ma na mnie mocnych, pływam po morzach i oceanach wywołując strach. Wszędzie gdzie się znajdę rządy alarmują i nawołują do wycofania mnie, ale co zrobię zależy od rozkazów mojego pana. Póki co Pakistan i Syria nie miały nic do gadania w czasie rajdu na Bin Ladena, w którym mnie nie było. Cieszcie się, że jesteśmy sojusznikami.

Chyba komuś podpadłem, bo dostałem taką oto wiadomość…

Coś ty powiedział o mnie, ty mała suko? Zdradzę ci, że skończyłem kurs odziału FORMOZA na szczycie swojego rocznika. Brałem udział w wielu tajnych akcjach przeciwko alkaidzie i mam ponad 300 zabitych na koncie. Jestem przeszkolony w walce patrycjańskiej i jestem topowym snajperem w całych polskich siłach zbrojnych. Nie jesteś dla mnie niczym więcej niż kolejnym celem. Rozjebię cie z taką precyzją jakiej jeszcze ten swiat nie widział, lepiej w to kurwa uwierz. 

Myślisz że możesz sie do mnie bezkarnie dosrywać bo piszesz przez internet? To pomyśl jeszcze raz skurwysynu. Właśnie w tej chwili kontaktuję się z moimi kumplami w ABW i Centrum Walki Radioelektronicznej. Twoje IP jest właśnie namierzane, wiec lepiej szykuj się na sztorm stulecia, śmieciu. Burzę która zatopi to żałosne gówno które nazywasz swoim życiem. Już jesteś martwy, gnoju. 

Mogę uderzyć z każdego miejsca, o każdej porze, mogę cie zabić gołymi rękami na ponad siedemset sposobów. Nie tylko jestem mistrzowsko wyszkolony w walce wręcz, ale mam też dostęp do ałego arsenału Polskiej Marynarki Wojennej, i użyję go w całej pełni by zetrzeć twoje żałosne dupsko z powierzchni kontynentu, ty mały gówniarzu. 

Gdybyś wiedział jak straszliwą zemstę wywoła twój maly cwany komentarzyk, to moze ugryzłbyś się w swój jebany język. Ale nie wiedziałeś, nie ugryzłeś, a teraz za to zapłacisz, ty pierdolony debilu. Mój gniew zaleje cię jak cysterna gówna, w której się utopisz. 

Juz jesteś kurwa martwy, dzieciaku.

Takie straszne, że aż śmieszne 😀

1 listopada

Historia prawdziwa pierwszolistopadowa, trochę śmieszna, trochę durna, trochę straszna, z forum pewnego ambitnego wzięta i skopiowana.

Trochę z innej beczki, ale i tak napiszę xD
>mój stary
>alkoholik, przepierdalał cbl, zdradzał matkę
>jeszcze za komuny pobił jakiegoś zjeba i płaciliśmy mu srogie szekle na odszkodowanie, bo wybił mu 13 zębów xD
>pracował na budowie, a jak się w domu spierdoli byle gówno to hurr durr grażyna wołaj fachowca
>wypominał mi zakup firmowego plecaka, jak szedłem do techbazy, mimo że był za moje własne pieniądze zarobione na zbieraniu jagód u babełe i przeliczał różnicę cenową między nim, a plecakiem z rynku w paczkach fajek
>palił od 14 roku życia, czym się chwalił, a mnie straszył wpierdolem jeśliby znalazł u mnie papierosy, nawet jak już byłem pełnoletni xD
>grzebał u mnie w pokoju regularnie, bo hurr durr narkołyki i młodzieże ćpają, a tak naprawdę to podpierdalał drobne jak 2-5 zł, że musiałem nosić portfel przy dupie cały czas, nawet do kąpieli brałem wszystko ze sobą xD

W końcu spadł z rowerka na zawał na 44 lvlu, jakoś w maju. Mimo, że cała rodzina wiedziała, jaki to był skurwiel i debil to wszyscy jakoś po nim płakali. Byłem na grobie dziadeła od strony mame, bo to akurat był najbardziej ogarnięty członek naszej rodziny i fajnie było z nim rozmawiać. Przy okazji podszedłem na grób starego,mame poszła tam ze zniczami o wartości 400 cbl gdzie sama zarabia 1800 na rękę xD co widzę? Napierdolone wszystkich ozdóbek na kiju, tak że na grobie się nie mieszczą, to jeszcze na ziemi obok stoją i znicze jeden na drugim co to wgl ma być? /nk/ umysł polaków, dlaczego szanują takich idiotów nawet po śmierci?

Historie prawdziwe o ciapatych imigrantach

Imigrant z Syrii po długiej tułaczce dociera do Polski. Na ulicy zatrzymuje pierwszą napotkaną osobę chwyta ją za rękę i mówi:
– Dziękuję za wpuszczenie mnie do tego kraju, za mieszkanie, pieniądze na jedzenie, opiekę medyczną, darmową szkołę i zwolnienie z podatków.
– To pomyłka – odpowiada przechodzień. – Ja jestem Afgańczykiem.
Syryjczyk idzie więc do kolejnej osoby:
– Dziękuję, że stworzyliście taki piękny kraj!
– To nie ja, ja jestem z Iraku – słyszy odpowiedź.
Wreszcie widzi matkę z dzieckiem:
– Czy pani jest Polką? – pyta.
– Nie, pochodzę z Indii.
– To gdzie się podziali wszyscy Polacy?
Kobieta zerka na zegarek i mówi:
– Pewnie są w pracy.

Po necie krąży również wariant tego dowcipu z Niemcami:

Somalijski imigrant przybył do Berlina. Zatrzymuje pierwszego napotkanego człowieka i mówi:
– Dziękuję wam. Niemcy pozwolili mi tu mieszkać, dali mi mieszkanie, pieniądze na jedzenie, bezpłatną służbę zdrowia, wykształcenie i żadnych podatków.
Przechodzień odpowiada:
– To jakaś pomyłka, jestem Afgańczykiem.
Somalijczyk łapie drugiego przechodnia i mówi:
– Dziękuję za to, że Niemcy są tacy gościnni!
– Panie, ja nie Niemiec, ja Irakijczyk!
Łapie trzeciego, zaczyna gadkę, a ten odpowiada:
– Słuchaj, ja jestem z Pakistanu.
Somalijczyk zatrzymuje jakąś kobietę, i pyta:
– Pani jest może Niemką?
– Nie, jestem z Indii.
– Ja nie mogę, gdzie się podziali Niemcy?
Hinduska spogląda na zegarek i odpowiada:
– Przecież oni teraz pracują.

– – –

Przybywa imigrant z Syrii do Polski, zaczepia kogoś i pyta:
– Ist this Deutschland yet?
– Nie, proszę pana, to jest Polska.
– Was? Poland? Wir fu*k Poland, wir want Deutschland cum!

(temu to chyba rozkalibrował się GPS w srajfonie)

Popek roztropek i jego naśladowcy bombowcy

W ostatnich dniach przez cały polski Internet niczym nawałnica w wakacje przelewają się setki, tysiące, zaraz będą miliony wpisów z mordą pewnego Karolka z niewiadomokąd, który oszpecił się do końca życia tylko po to, by upodobnić się do swojego ulubionego rapera (?) Popka.

Oczywiście w ślad za tym debilem poszli następni. I tak już mamy w naszym pięknym jak srajtaśma i smutnym jak dupa kraju kilku, a może nawet kilkunastu nowych Popków, którzy – pokazując na ulicy swoje zjebane i oszpecone ryje – kurwy, chuje i czasownik „jebać” wstawiają zamiast spacji i przecinków.

Ludzi już chyba do reszty pogięło. Jak to możliwe, żeby taka tandeta, taki kicz, gówno i głupota stały się tak bardzo popularne i tak mocno wryły się w umysły, szczególnie młodych, ludzi?

Ja się pytam, jak można być takim głupim cieciem malinowym żeby zedrzeć sobie z mordy kawał skóry, wycierpieć przez to katusze i przelać tonę krwi, tylko po to, żeby upodobnić się do jakiegoś debila, który to nawet wysłowić się nie potrafi…

Pizda na głowie pi-pi-pizda na głowie, co stara powie co-co-co stara powie
Pizda na ryju pi-pi-pizda na ryju, krew myju myju kre-kre-krew myju myju

Kolejny absurd religijny

Radio Sputnik doniosło ostatnio o kolejnym z wielu absurdów religijnych w Wielkiej Brytanii. W zasadzie jest to absurd o charakterze religijno-edukacyjno-astronomiczno-idiotycznym. No bo zobaczcie:

Mieszkańcy Wielkiej Brytanii mogli niedawno okazję oglądać prawie całkowite zaćmienie Słońca. Jednak dyrektor jednej z brytyjskich szkół w Londynie zakazał uczniom bezpośrednio obserwować to astronomiczne wydarzenie ze względów religijnych i kulturalnych. Uczniowie mogli obserwować zaćmienie tylko na ekranach w salach lekcyjnych. Decyzji podjętej przez dyrektora szkoły North Primary School nie zrozumieli zarówno rodzice i ich dzieci, jak i nauczyciele. Wszyscy zastanawiali się jaki mógł być konkretny powód takiej decyzji. Niektórzy twierdzą, że bezpośrednie oglądanie zaćmienia Słońca mogłoby spowodować burzliwą dyskusję o samym zjawisku, zwłaszcza że Wielka Brytania jest multikulturowa.

Zastanawiam się, czego jeszcze zabronią, i czy podobne zakazy wprowadzą kiedyś w Polsce. No bo ciapatych obraża jak widać bardzo wiele rzeczy – picie alkoholu, jedzenie szynki w miejscu publicznym, chodzenie z odsłoniętą głową (mowa o kobietach of course, faceci spokojnie mogą do woli wystawiać swe wyłysiałe glace na działanie promieni słonecznych). Jeszcze trochę i zabronią nam obchodzenia Bożego Narodzenia, 3 maja, Dnia Kobiet, Dnia Matki, a w Nowy Rok wszyscy będą musieli być trzeźwi, bo inaczej nie trafią do raju i nie poruchają sobie 70 dziewic…

O mężczyźnie, który stał się świnią

Bywają takie dni, że lepiej nie wchodzić kobiecie w drogę. Tak, zgadliście. To okres. Właśnie wtedy, gdy kobieta sobie czegoś zapragnie, to nie ma zmiłuj – po prostu musi to dostać, i koniec. Jeśli nie dostanie, będą kłopociki. Ot, choćby w postaci wstydu przed zupełnie obcymi tobie i jej ludźmi. Taką oto konwersację usłyszał niedawno na przystanku autobusowym jeden z użytkowników pewnego forum dla pozycjonerów. Rozmowa żony z mężem:

Ona: ………tylko 200zł
On: Miauczysz jak kot.
Ona: Nie miauczę, tylko proszę Cię o kasę na krem.
On: Ja wiem, że czasem mówię do Ciebie ‚Mój Ty Kotku’ ale nie miaucz już…
Ona: No właśnie, a czemu nie mówisz do mnie „Ty Piesku”?
On: To już raczej „Ty suko”… „Moja mała Suczka” hehehe
Ona: Grrrrrrr….
On: Właściwie to czemu nie „Ty Krowo”? No dobra „Ty Krówko”…
Ona: jeżeli juź to „Ty Króweczko … moja mała piękna Króweczko”
On: to może Cielaczku? albo Cielęcinko?
Ona: Świnio…. to dasz mi na krem?

I tak oto, łatwo, szybko i przyjemnie, kobieta dostała kasiorę na krem, a mężczyzna został ogołocony z dwustu złotych i, jak by tego było mało, z człowieka przedzierzgnął się w świnię.

Najpierw płać i płacz, a potem obniżaj rachunki

Jest w naszym pięknym kraju taki jeden masakrycznie popieprzony operator telefonii komórkowej, który co rusz to częstuje swoich abonentów jakimiś przygodami o charakterze rachunkowo-finansowym. W Internecie, nawet na oficjalnej stronie tego operatora (dokładnie na forum oraz w komentarzach na firmowym blogu), natknąć się można na liczne skargi od niezadowolonych klientów, którzy dostali rachunek opiewający na tysiące złotych, właściwie nie wiadomo za co. No bo wystarczy na kilka sekund włączyć sobie Internet w telefonie żeby już nastukało nie wiadomo ile nie wiadomo jak nie wiadomo kiedy… i w ogóle nie wiadomo…

I ja miałem niedawno podobną sytuację. A nawet dwie. Raz policzyli mi ponad 1000 złotych i przeprosili dopiero po kilku miesiącach jak poprosiłem UKE o mediację w sprawie, za drugim razem nabili 750 złociszy – ale tym razem już grzecznie przeprosili po dwóch dniach, widocznie przez wzgląd na to że w rozmowie z ich BOK zaznaczyłem, że przy poprzedniej okazji musiałem prosić o pomoc Urząd Komunikacji Elektronicznej…

Oczywiście tym operatorem jest firma Orange.

No dobra, to teraz czas na dowcip. Otóż po tych wszystkich przygodach, po wymianie łącznie kilkunastu listów i przesłaniu tony makulatury w reklamacjach pisemnych, Orange zaczęło mi przysyłać na moje emaile… reklamy pod tytułem „obniżaj rachunki z Orange”.

Jebłem.

Ktoś w tej posranej firmie ma niezłe poczucie humoru.

Kulturalny klarnecista

Wśród muzyków grających w orkiestrach na instrumentach dętych krąży ciekawa, a przy tym dość zabawna anegdotka na temat jednego wyjątkowo dobrze wychowanego klarnecisty.

Historia wygląda następująco:

Jest sobie próba orkiestry. Grają jakiś koncert klarnetowy. Wszystko fajnie, pięknie i w ogóle super, tylko że jest jeden poważny, pozornie trudny do przeskoczenia problem: solo klarnetowe jest rozpisane na kilka stron i trzeba przewracać kartki. No więc klarnecista gra, gra, gra, przerywa, przewraca kartkę i gra dalej. Dyrygent każe jednak powtórzyć ten fragment. Klarnecista gra więc jeszcze raz, przerywa, przewraca kartkę i gra dalej.

Dyrygent nieziemsko się wkurzył, sugeruje więc klarneciście, by poprosił któregoś z kolegów z orkiestry – może fagocistę? – aby przewracał kartkę za niego, tak aby klarnecista nie musiał przerywać gry.

Klarnecista wysłuchał, zrozumiał o co biega, więc gra to solo jeszcze raz.

I tu następuje gwóźdź programu… klarnecista dociera do owego feralnego miejsca, fagocista przewraca mu kartkę, a ten… przerywa, mówi „Dziękuję!” i gra dalej.

Dobre wychowanie jest cechą pożądaną, czasami jednak lepiej obejść się bez kulturalnych kłopotliwych podziękowań…