Archiwa tagu: blondynka

U fryzjera

Nie od dziś wiadomo, że fryzjerzy mają różne swoje tajne sztuczki które stosują, by osiągnąć określony efekt. Jedne, wbrew swojej tajności, są całkiem dobrze znane i powszechnie stosowane, o innych mało kto słyszał. Jeszcze inne są tak debilnie proste, że lepiej się nie przyznawać że się o nich nie wie. O tym ostatnim przekonała się pewna fryzjerka z Warszawy w rozmowie, z której stenogram prezentujemy poniżej:

– Wycieniowałaś włosy?
– Nieee!
– A co z nimi zrobiłaś?
– Nic nie zrobiłam!
– A takie ładne nagle masz to jak ty je układasz?
– No przecież w ogóle nic nie zrobiłam! Takie mam nieułożone!
– To co zrobiłaś?
– … Umyłam. <zmiana tematu>

Poszukiwacze zaginionej blondynki

[16:43] – ZGŁOSZENIE TELEFONICZNE ,,Panie na Węźle Balice I był chyba wypadek… 401 kim kierunek Katowice na łuku drogi stoi rozbita Toyota Yaris i blondynka ze zderzakiem zatrzymuje samochody…”
[17:01] Policjanci na miejscu zastali rozbity samochód, uszkodzone bariery i ,,brak blondynki”
[17:10 – 19.10] likwidacja skutków kolizji i poszukiwania ,,zaginionej blondynki”
W związku z tym, że kobieta mogła być w szoku policjanci sprawdzili przyległy teren , rowy, pasy rozdzielające jezdnię, skarpy itp. ponieważ zdarzały się sytuacje, że ktoś będąc w szoku oddalił się z miejsca ,a następnie zasłabł. Ponadto kierująca mogła być pod wpływem alkoholu itd. Ustalono właściciela i za pomocą kolegów z KPP Przeworsk woj. podkarpackie, z której to jednostki dzielnicowy odnalazł rodzinę właścicielki na majówce w kościele u, której ustalił namiary na naszą ,,blondynkę”. Niestety poszukiwana kobieta nie odbierała telefonu. W związku z powyższym po godz. 19 podjąłem decyzję, ze jeszcze raz przeszukamy teren … i wtedy Dyżurny KAP Kraków dodzwonił się do poszukiwanej Pani …
Po odłożeniu słuchawki Dyżurny powiedział do mnie ,, Komendancie Pani się znalazła, ale nie uwierzy Pan gdzie …”

… parę minut wcześniej w rozmowie telefonicznej Dyżurny od Pani z Yarisa usłyszał …
,,przepraszam, ale nie mogę teraz rozmawiać ponieważ muszę wyłączyć telefon … jestem w samolocie i właśnie wylatuje na wycieczkę do Tunezji, będę za tydzień to się zgłoszę w sprawie samochodu”, a następnie Pani się rozłączyła i wyłączyła telefon …
No cóż … podeszliśmy do okna i widząc startujący samolot pomachaliśmy Pani na do widzenia … Pani wyleciała do Tunezji, a jej samochód wylądował w ofercie Last Minute na parkingu strzeżonym … materiały przekazaliśmy do KP Zabierzów i zawnioskowaliśmy o rozważenie zatrzymanie prawa jazdy … GRATULUJEMY POMYSŁOWOŚCI i ŻYCZY SŁONECZNEJ POGODY … 😉
…jak ustalono Pani prawdopodobnie nie patrząc na znaki przejechała zjazd na lotnisko jadąc od Tarnowa, jechała za szybko, utraciła panowanie nad pojazdem, który uderzył w bariery, uszkodzona jest prawa strona, a bariery po lewej (więc był i mały obrocik) … a później, zaparkowała samochód na łuku przy lewej barierze, walizeczki i biegiem na lotnisko … 😉 … pełny WYPAS

Historia autobusowa

I kolejny archiwalny wpis z mojego kajecika. Tym razem historia autobusowa, jak to pewien stary obleśny ramol próbował zarywać młodą, piękną, słodką, seksowną blondynkę. No cóż, Sosnowiec…

„Podstarzały Romeo. Epopeja oparta na faktach” – 13 lis 2009

Cały dzień dzisiaj się podśmiewałem z pewnej sytuacji, jakiej świadkiem byłem w autobusie…

Podstarzałych podrywaczy widywałem już w środkach komunikacji miejskiej nie raz. Ale to, co widziałem dzisiaj, przebiło wszystko.

Katowice. Wsiadam w czterdziestkę na Piotra Skargi. Nieopodal mnie swoje cztery litery na przyrządzie służącym do siedzenia zainstalowała urocza, młoda blondynka. I tak usiadłszy na siedzeniu, siedząc, siedziała. Zasiedziała się, aż w końcu jej siedzenie w pewnym momencie stało się wręcz eleganckie i przemożne (tak, za dużo się Gombrowicza naczytałem!).

Naraz przysiadł się do niej jakiś stary, gruby, brzydki jak syberyjska noc napalony pryk. I zaczął do niej zagadywać. Nie zważywszy na to, że dziewczyna go totalnie olewa, kontynuował gadaninę. Wyraźnie można było zauważyć, że podejmuje – nieudaną – próbę podrywu. Wtem zaczął ją głaskać po kolanie. Biedna dziewczyna nadal udawała nicniewidzącą, nicniesłyszącą i nicnieczującą. W końcu poziom jej wnerwienia osiągnął apogeum i podjęła cokolwiek słuszną decyzję o dokonaniu przesiadki na inne, wolne od zasięgu rąk napaleńca miejsce. Usiadła tuż za mną, jednakże nie zdołała uwolnić się ode wzroku podstarzałego gościa, któremu najwidoczniej ani żona ani nawet sąsiadka dawać nie chcą…

Gościu, być może dla niepoznaki, przesiadł się na sąsiedni fotel – tam, gdzie jeszcze chwilę temu siedział zniesmaczony obiekt jego westchnień. Wciąż patrząc za dziewoją, począł czynić wzrokiem rozpoznanie i ustalać najbliższą lokalizację, na którą mógłby się przesiąść tak, by znaleźć się możliwie najbliżej biednej damy. I wypatrzył, że najbliższe miejsce znajdowało się tuż przed nią i dokładnie obok mnie.

Nie wytrzymałem! Pogroziłem facetowi palcem tak zwanym wskazującym, kręcąc przy tym głową i usiłując dać mu do zrozumienia, że u owej panienki nie ma najmniejszych szans. Wydawało się, że skapitulował…

Ale nie. Po tym, że złapał za rączkę przy siedzeniu obok, poznałem, że począł czynić starania mające na celu zbliżenie się do blondwłosej damy. Nie dawał pajac za wygraną.

Gdy obok mnie usiadł jakiś młody koleś, staruch – udając, że nie patrzy za dziewczyną – schylił się i pyta mnie „A pan coś ode mnie chciał?”, na co ja odparłem, usiłując zachować w miarę poważną minę „Nie, ależ skąd!”. Po chwili napaleniec, chyba w akcie rozpaczy, wstał i podszedł do panienki, próbując do niej znów zagadać. Próba zakończyła się niepowodzeniem, więc na najbliższym przystanku facet wyszedł. Spojrzał za siebie, sprawdzając, czy dziewczyna też wyszła – stwierdził jednak, że w dalszym ciągu siedzi w autobusie, postanowił więc wrócić – co prawda przytrzaśnięty drzwiami, ale wgramolił się z powrotem…

Nie wiem, co się działo później, bo musiałem na następnym przystanku wysiadać. Jako że z punktu widzenia postronnego pasażera całe zajście wydawało mi się (i z tego co widziałem nie tylko mnie) wybornie komiczne, po chwili jednak biednej blondi zrobiło mi się żal. Współczuję jej takiego, ekhem, „wielbiciela”…

Jak rzekł kiedyś pewien mój nauczyciel – przykleił się do niej jak g*wno do srebrnego klopa…