Z zeszytuf żkolnyh

Tak. Kolejny staroć. Tym razem wybitnie durny i jednocześnie wybitnie śmieszny.

Humor z zeszytów szkolnych.:
-W odróżnieniu od innych zwierząt ptaki mają nakrapiane jaja.
-Biesiadowali przy suto zastawionych stolcach.
-Straszne były te krzyżackie mordy.
-Aleksander Wielki był dlatego sławny, bo założył wielkie reformy.
-August II był elektronem Saksonii.
-Adam Mickiewicz był stworzycielem Legionów Polskich we Włoszech.
-Bolesław Krzywousty w swoim testamencie dał kawałek ziemi także swojej żonie Salmonelli.
-Car się zlitował i zamienił mu karę śmierci na żywot wieczny.
-Cesarz Klaudiusz był nieśmiały, wiec nie odważył się zabić swojej żony.
-Bolesław Krzywousty podzielił Polskę między swoich synów, a z pewnej części jednego z nich zrobił dzielnicę senioralną.
-Cheops był to największy piramider.
-Chrobry pomógł odzyskać tron swemu zięciowi Świetopchełkowi.
-Chłop pańszczyźniany musiał znosić panu jajka.
-Grecką boginią piękności była Hermafrodyta.
-Hektor uciekał nie ze strachu, tylko z trwogi o własne życie.
-Husaria to ciężka jazda z piórami na przełomie XVI i XVII w.
-Husarz to osoba jeżdżąca na koniu z wielkimi skrzydłami. Wydawał takie dźwięki, że konie uciekały.
-Joanna d’Arc była jedyną dziewicą we Francji, za co też poniosła karę.
-Kapłani egipscy wywoływali podstępem zaćmienie słońca.
-Kazimierz Wielki powiększył terytorium Polski 2,5 raza, a ludność aż trzykrotnie.
-Król Waza, jak sama nazwa wskazuje, lubił zupę.
-Królowa Kinga została świętą, bo Bolesław był wstydliwy.
-Krzyżacy walczyli jak lwy, ale i tak padali jak muchy
-Sobieski kochał Marysieńkę, ale ciągnęło go do Turków.
-Średniowiecznym ideałem ascety był św. Oleksy, bohater legendy znanej w Europie od XII w.
-W roku 1863 w Ameryce wybuchła wojna sensacyjna.
-Zamach w Sarajewie był kropla wody, która padła na beczkę z prochem.
-Nobilitacja to nadanie nagrody Nobla.
-Pewne bakterie rozkładają obornik na kompot.
-Królik jest tak oddany swym małym, że wyrywa sobie kłaki sierści z brzucha żeby wyścielić im gniazdo. Który ojciec rodziny zdobyłby się na to?…

Dziwne śmieszno-straszne sny

I kolejna stara notka. Tym razem o snach, w luj dziwnych, śmieszno-strasznych.

Normalnie nie wytrzymam… kolejna nieprzespana noc.
A jak już uda mi się zasnąć, to mam takie wizje, że…

Na przykład parę dni temu…

Wychodzę sobie z domu, dookoła ani żywej duszy, nagle słyszę jakieś bombowce. Skapnąłem się, że to pewnie Hitler zmartwychwstał i zaczęła się trzecia wojna światowa, więc pobiegłem do domu się schować. Wszedłem do pokoju, w którym jest telewizor, patrzę, matka na kanapie śpi… za telewizorem stoi druga kanapa, to się położyłem… nie na długo. Do domu szwaby wpadły, wymachując bronią i wszystkim, co mieli, przede mną stanęła chyba cała kompania (czy jak to się tam zwie), ich dowódca wziął do ręki magnetowid, rozpierdolił go w drobny mak, wyjął jakąś karteczkę i wrzeszczy „kurwa to miało być po niemiecku napisane! wczoraj mówiłem!”

Zaraz po tej wizji miałem jeszcze drugą.

Idę sobie jakąś dróżką wiejską, czy może jadę, już nie pamiętam, w pewnym momencie zobaczyłem że ta droga wiedzie do lasu. Coś mnie tknęło, żeby wracać, no więc wracam… jak już byłem na drugim końcu drogi to w odstępie raptem dziesięciu sekund przywaliło we mnie dwóch rowerzystów.

Kilka dni temu miałem mniej więcej taki sen, złożony z kilku wizji:

Mianowicie siedziałem sobie w szpitalu z rozciętym brzuchem, przy czym to rozcięcie miałem sobie zrobić sam, podpatrując jakieś zwyczaje indiańskie. Babka mi to zeszyła bez znieczulenia (ani kropli krwi…), potem zszedłem do jakiegoś pomieszczenia, wziąłem gazetę i… zobaczyłem wywiad ze mną przeprowadzony przez wszechmogącego ojca Rydzyka 😐 Było w nim pytanie o gazetę „Fuckt” (pisało „Fakt”, ale ja wolę używać tytułu w zapisie amerykańskim), moja odpowiedź tam zapisana była mniej więcej taka, że „jest to gazeta inteligentna”… no nic, znalazłem się w jakimś autobusie na autostradzie, później jechałem jakąś hulajnogą czy rowerem czy cholera wie czym do domu w strugach deszczu, jak znalazłem się w domu to mi matka oznajmiła, że mam ojcu naprawić… hulajnogę (kumacie czaczę? mój ojciec i hulajnoga) i że ktoś na mnie czeka. No więc wchodzę, patrzę… a tam w kuchni ojciec jaśnie wielmośny Rydzyk z mikrofonem w ręku na wywiad przyszedł 😐

Zaczął mi zadawać takie same pytajnia, jakie były w gazetce, o dziwo udzielałem takich samych odpowiedzi, ale postanowiłem się „przełamać”, gdy doszedł do pytania dotyczącego „Fucktu”. Odpowiedziałem: „W życiu nie widziałem gazety tak obleśnej, o tak niskim poziomie intelektualnym” + coś o Radiu z Ryjem (też na minus)

Rydzyk przerwał wywiad i zbierał się do wyjścia, ja szedłem do mojego pokoju, gdy mnie zaczepił inny ksiądz, asystent Rydzyka, odzywając się tymi słowy: „Dziękuję. Wiele mnie nauczyłeś”

I tym dziwnym akcentem sen się skończył…

Fuck, czemu mi się śnią takie dziwolągi? Zwariować można.

„Wierzę w…”

I kolejna durna notka sprzed jakichś 9 lat. No, może trochę durna, trochę taka protest-notka. Po prostu nie trawię kościoła katolickiego. Traktuję ten twór w charakterze kolejnej instytucji polityczno-skarbowo-indoktrynacyjnej.

A „najśmieszniejsze” że kościół taką właśnie instytucją jest! Niestety. Skurwysyny w czarnych wdziankach zdzierają z naszego państwa „istniejącego tylko teoretycznie” istniejącą praktycznie kasę, pouczają nas jak mamy żyć (oczywiście oni sami są baaaaardzo doświadczeni, szczególnie w sprawach politycznych, seksualnych i w kwestii prowadzenia rodziny! Cholerne autorytety we wszystkich dziedzinach życia!) i wpieprzają się wszędzie tam, gdzie ich ingerencja jest wysoce niestosowna, żeby nie powiedzieć: CAŁKOWICIE NIEWSKAZANA.

Państwo w państwie.

No ale czas na notkę.

„Wierzę w Kościół powszechny”

No dobra… a w Urząd Skarbowy też wierzysz?

Wiem, trochę ta notka „popieprzona” 😛 Tak mnie wzięło na zadanie takiego pytania po tym, jak obserwuję, jak się „urządzili” niektórzy księża. Limuzynki, wille, full wyczes i wypas…

Jak wiadomo, Kościół katolicki jest największą na świecie instytucją. Tak się składa, że do instytucji zalicza się także Urząd Skarbowy. Dlaczego więc nie zadać pytania postawionego kilka linijek wcześniej? :]

Tak, wiem, majaczę… to się nazywa przepracowanie umysłowe 😛

Skrajny debilizm niektórych osób mnie przeraża(ł)

Uwaga. To też staroć. Sprzed 9 lat, z czasów gdy po moim „pjeńknym” mieście jeszcze jeździły mikrobusy.

Tak, tak, i to coraz częściej… szczególny zaś przypadek choroby zwanej skrajnym debilizmem miałem okazję zaobserwować dziś w drodze powrotnej ze szkoły do domu, siedząc w mikrobusie. A było to tak:

Jak już co bardziej kumaci czytelnicy zdążyli się zapewne domyśleć, podczas tego incydentu znajdowałem się w środku pojazdu, który właśnie stanął na przystanku obok TelePizzy w Katowicach-Panewnikach. Jedna z podróżujących nim przedstawicielek płci przeciwnej raczyła zapłacić za przejazd, po czym czym prędzej opuściła mikrobus. W chwili, gdy kierowca chciał jechać dalej, usłyszał krzyk siedzącej z tyłu pasażerki w średnim wieku:

– Ale proszę jeszcze nie odjeżdżać, ja wysiadam, tylko muszę znaleźć moją portmonetkę!

Tak więc łaskawie zaczekaliśmy… ale ileż można czekać? Po ponagleniu przez pasażerów i kierowcę, pasażerka, nadal nie znalazłszy „portmonetki” (trudne słowo!), rozpoczęła rytuał zwany krzyczeniem na pozostałych pasażerów:

– Ależ proszę na mnie nie krzyczeć! Muszę znaleźć moją portmonetkę!

Poczekaliśmy więc jeszcze chwilę, gdy jednak wszystkim wokół zaczęły puszczać nerwy, postanowiłem jak najszybciej ulotnić się z miejsca zdarzenia. Zapłaciłem więc kierowcy (przekazując mu najszczersze wyrazy współczucia z tytułu użerania się z pasażerką, która nadal nie znalazła „portmonetki”), po czym skierowałem się w stronę drzwi. Gdy jednak dotknąłem klamki, w moją stronę poleciał wrzask:

– Ależ co pan robi? Proszę nie otwierać drzwi! Muszę znaleźć przecież moją portmonetkę!

Pomyślałem sobie wówczas: tego już za wiele! Nie będzie mi tutaj stare, jędzowate kurwiszcze pyskować! Mając w głębokim poważaniu jej chrzanioną „portmonetkę”, opuściłem pojazd i stanąłem nieopodal. Zanim mikrobus ruszył z miejsca, zdążyłem zjeść bułkę, wypić butelkę soku i przespacerować się pod bazylikę. Mikrobus, będący miejscem awantury, ujrzałem dopiero nieopodal skrzyżowania – znaczy to, że niezwykle upierdliwa klientka musiała zatrzymywać pojazd w miejscu swoją „portmonetką” przez co najmniej dwanaście minut.

Ech… skrajny debilizm niektórych osób mnie dobija… wielka szkoda, że prócz mnie, dobija także osoby postronne.

Krótki felieton o Windowsie XP

Uwaga. Przeczytasz teraz starocia, którego napisałem 10 lat temu.

Żeby nie było, że nie uprzedzałem. W końcu stare rzeczy są do dupy, prawda?

W miarę używania systemu Windows XP nabieram coraz to większych wątpliwości co do jego faktycznego przeznaczenia… mam bowiem wrażenie, że został on stworzony jedynie po to, aby potencjalnego użytkownika wyprowadzić z równowagi, po czym doprowadzić do rozpaczy w chwili, gdy konieczny jest format dysku C (co wiąże się z utratą wielu cennych plików, nad którymi ów użytkownik pracował przez wiele godzin, a czasem nawet i dni).

Takim właśnie użytkownikiem stałem się ja. Opowiem pokrótce od czego się zaczęło.

A zaczęło się od tego, że po uruchomieniu przeglądarki Opera (konkurencja dla Internet Explorera – czyli największego gówna w historii Internetu…) po około godzinie rozwalały mi się wszystkie okienka, po czym wyskakiwał komunikat o błędzie. Przerzuciłem się więc na Mozillę Firefox’a 1.5 (również konkurencja dla IE) – tu po pewnym czasie okienko wyświetlające strony zaczęło skakać jak pojebany królik, co uniemożliwiało normalną pracę.

Apogeum nastąpiło parę godzin temu, gdy przy próbie OTWARCIA FOLDERU wyskakiwał komunikat o błędzie „Explorer.exe wykonał nieprawidłową kurwa jebaną w dupę mać operację i nastąpi jego jebane zamknięcie” (te wulgaryzmy do moja wypowiedź po zobaczeniu owego komunikatu). Chciałoby się dopisać „aby pozbyć się kłopotów z Microgównem, kopnij system w dupę i przerzuć się na Linuksa”…

Próbowałem jakoś odzyskać pliki z profilu mamy i siory – ale program ustawiający profile również się – mówiąc oględnie i niezbyt kulturalnie – wyjebał w chuj, pokazując coraz to kolejne komunikaty o błędach, aż w końcu samemu się zamykając.

Tak więc już po raz nie wiadomo który zostałem zmuszony (bo tak to trzeba nazwać) do reinstalacji systemu i pozostawienia na dysku twardym trzech śmieci w postaci folderów ze starymi profilami, których nie mogę ani otworzyć, ani usunąć…

Po raz kolejny potwierdziło się to, co mówię od chwili, gdy zacząłem używać Windowsa: Windows to gówno…

Witaj w moim szalonym umyśle… to jak, wolisz podpierać ściany, czy świetnie się bawić?