Przeszczep głowy

Tak sobie czytam newsy w działu naukowego na stronie Radia Sputnik i wprost nie mogę uwierzyć w to, jak bardzo rozwinęła się rosyjska myśl techniczno-biologiczno-jakaśtam! No bo planują tam już przeszczepiać… GŁOWY!

Rosjanin Walery Spiridonow wyraził pragnienie, aby stać się pierwszym człowiekiem, którego głowa przeniesiona zostanie do nowego ciała. Mężczyzna od wczesnego dzieciństwa cierpi na nieuleczalną chorobę mięśniowo-nerwową zwaną chorobą Verdinga-Hoffmanna. Walery Spiridonow powiedział dziennikarzom, że jego choroba postępuje, więc jest gotów na ryzyko, aby żyć w zdrowym ciele. Rozmawiał już przez Skypea z włoskim chirurgiem Serdżiem Kanawerą, który ogłosił niedawno, że opracował nową innowacyjną metodę przeszczepów. Medyk jest pewien, że odniesie sukces, choć obaj panowie nie mieli jeszcze okazji spotkać się osobiście.

Osobiście uważam ten pomysł za niezwykle szczytny. No bo przecież razem z głową przeszczepiany byłby również mózg, a daj Boże trafiłby się jakiś dobroduszny kipnięty inteligent który postanowi przekazać po śmierci swój wielki mądry mózg komuś innemu… może dzięki temu na świecie zmniejszy się wreszcie odsetek skończonych debili pokroju „fryzjera z Warszawy”?

Zabytkowy sztuczny penis

News nie wiadomo skąd, nie chce mi się szukać źródła, pomyślałem jednak że kogoś zainteresuje. Panie na pewno…

Zachowany w bardzo dobrym stanie sztuczny penis, wykonany ze skóry i drewna, odkryli archeolodzy w czasie prac wewnątrz dawnej latryny na Podwalu Przedmiejskim w Gdańsku. Znalezisko pochodzi z drugiej połowy XVIII wieku. Jak wyjaśnia Marcin Tymiński, rzecznik Pomorskiego Konserwatora Zabytków, przedmiot znaleziono w miejscu, w którym mogła mieścić się szkoła fechtunku. Wypełniony włosiem sztuczny penis wykonano przede wszystkim ze skóry bardzo dobrej jakości. Końcówkę zwieńczono drewnem. Atrapa posiada również bardzo wyraźnie zaznaczone jądra. Archeolodzy przypuszczają, że była to erotyczna zabawka. Przedmiot wpadł do latryny przypadkowo i z pewnością nie służył do lekcji fechtunku.

Nieważne kto tego penisa wykonał, po co, do kogo on należał i do czego służył, jedna rzecz wydaje się całkowicie, absolutnie i z całą pewnością pewna: fakt, iż ten osobliwy artefakt przetrwał tyle lat, świadczy o tym, że nie był – nomen omen – chujowo wykonany… czekamy jeszcze na odnalezienie zabytkowej sztucznej cipki i syntetycznych cycków.

Mrówki nie stoją w korkach!

Ciekawy news ze strony Radia Sputnik:

Naukowcy z Uniwersytetu Halle-Wittenberg w Niemczech przeprowadzili eksperyment, w ramach którego zwiększyli ilość pożywienia dostępnego mrówkom, układając je w pobliżu ścieżek, którymi chodziły. Okazało się, że gdy zwiększa się ilość dostępnego pożywienia z mrowiska wysyłanych jest więcej robotnic, które mają je przynieść, a ich prędkość wzrasta o 50%. Uczeni zaobserwowali też zasady poruszania się mrówek. Gdy zagęszczenie ruchu jest małe bądź średnie, mrówki poruszają się środkiem, gdy ruch się zagęszcza robotnice poruszają się lewą stroną, by uniknąć zderzenia z mrówkami wychodzącymi. Najwyraźniej lepiej radzą sobie z zarządzaniem ruchem niż ludzie i nie stoją w korkach.

Po krótkim zastanowieniu się doszedłem do wniosku, że w najbardziej popieprzonym kraju w Europie Środkowej zwanym Rzecząpospolitą Polską coś takiego by nie przeszło. Dlaczego? Ano dlatego, że mrówki tak czy siak musiałyby stać w korkach. A na dodatek płacić. Bo przecież trasę dla nich musiałaby wybudować wyspecjalizowana firma wyłoniona w drodze przetargu, która – celem zwrócenia kosztów budowy – postawiłaby następnie na trasie bramki do pobierania opłat.

Tak więc, kochane mróweczki, jeśli chcecie zaoszczędzić, uciekajcie z Polski!

Najpierw płać i płacz, a potem obniżaj rachunki

Jest w naszym pięknym kraju taki jeden masakrycznie popieprzony operator telefonii komórkowej, który co rusz to częstuje swoich abonentów jakimiś przygodami o charakterze rachunkowo-finansowym. W Internecie, nawet na oficjalnej stronie tego operatora (dokładnie na forum oraz w komentarzach na firmowym blogu), natknąć się można na liczne skargi od niezadowolonych klientów, którzy dostali rachunek opiewający na tysiące złotych, właściwie nie wiadomo za co. No bo wystarczy na kilka sekund włączyć sobie Internet w telefonie żeby już nastukało nie wiadomo ile nie wiadomo jak nie wiadomo kiedy… i w ogóle nie wiadomo…

I ja miałem niedawno podobną sytuację. A nawet dwie. Raz policzyli mi ponad 1000 złotych i przeprosili dopiero po kilku miesiącach jak poprosiłem UKE o mediację w sprawie, za drugim razem nabili 750 złociszy – ale tym razem już grzecznie przeprosili po dwóch dniach, widocznie przez wzgląd na to że w rozmowie z ich BOK zaznaczyłem, że przy poprzedniej okazji musiałem prosić o pomoc Urząd Komunikacji Elektronicznej…

Oczywiście tym operatorem jest firma Orange.

No dobra, to teraz czas na dowcip. Otóż po tych wszystkich przygodach, po wymianie łącznie kilkunastu listów i przesłaniu tony makulatury w reklamacjach pisemnych, Orange zaczęło mi przysyłać na moje emaile… reklamy pod tytułem „obniżaj rachunki z Orange”.

Jebłem.

Ktoś w tej posranej firmie ma niezłe poczucie humoru.

Kulturalny klarnecista

Wśród muzyków grających w orkiestrach na instrumentach dętych krąży ciekawa, a przy tym dość zabawna anegdotka na temat jednego wyjątkowo dobrze wychowanego klarnecisty.

Historia wygląda następująco:

Jest sobie próba orkiestry. Grają jakiś koncert klarnetowy. Wszystko fajnie, pięknie i w ogóle super, tylko że jest jeden poważny, pozornie trudny do przeskoczenia problem: solo klarnetowe jest rozpisane na kilka stron i trzeba przewracać kartki. No więc klarnecista gra, gra, gra, przerywa, przewraca kartkę i gra dalej. Dyrygent każe jednak powtórzyć ten fragment. Klarnecista gra więc jeszcze raz, przerywa, przewraca kartkę i gra dalej.

Dyrygent nieziemsko się wkurzył, sugeruje więc klarneciście, by poprosił któregoś z kolegów z orkiestry – może fagocistę? – aby przewracał kartkę za niego, tak aby klarnecista nie musiał przerywać gry.

Klarnecista wysłuchał, zrozumiał o co biega, więc gra to solo jeszcze raz.

I tu następuje gwóźdź programu… klarnecista dociera do owego feralnego miejsca, fagocista przewraca mu kartkę, a ten… przerywa, mówi „Dziękuję!” i gra dalej.

Dobre wychowanie jest cechą pożądaną, czasami jednak lepiej obejść się bez kulturalnych kłopotliwych podziękowań…

Pół Polski wyjechało do Nepalu i donoszą na Facebooku, że są wstrząśnięci! Dosłownie…

Ostatnio na Facebooku pojawiła się nowa funkcja, pozwalająca informować znajomych na wypadek jakichś katastrof naturalnych, konfliktów zbrojnych czy inkszych kataklizmów, że wszystko z nami w porządku i że jesteśmy cali i zdrowi. No i że mamy Internet, oczywiście. I dostęp do Facebooka!

Nie wiem jeszcze dokładnie na jakiej zasadzie to działa, ale na Facebooku w odpowiednim dziale pojawia się informacja o zdarzeniu, do której można się dopisać jako „bezpieczny”. Jest opcja „przebywam w zagrożonym rejonie” czy coś w ten deseń oraz przycisk „Oznacz jako bezpieczny”.

I wszystko byłoby pięknie, fajnie i w ogóle super, gdyby nie fakt że funkcją tą – oprócz ofiar kataklizmów – natychmiast „zaopiekowali się” również zwykli, pospolici, internetowi „jajcasze”.

I tym oto pięknym sposobem dowiedziałem się że dziesiątki moich znajomych tak naprawdę mieszkają nie w Polsce a w Nepalu, że przeżyli trzęsienie ziemi i że są bezpieczni.

Jak dobrze wiedzieć, że są cali i zdrowi, mają wszystkie ręce i nogi, głowy też w komplecie, a co najważniejsze – MAJĄ INTERNET I DOSTĘP DO FEJSBUSIA! <3 :* <jupi> wow

Komentarze od bardziej rozgarniętych:

„Jezu, myślałam, że tylko moi masowo wyemigrowali do Kathmandu, ale widzę, że u Ciebie to samo… :D”

„To w ogóle nie jest zabawne to oznaczanie się tam. Ludzie mogą być w poważnym zagrożeniu w Nepalu…”

Nic dodać, nic ująć.

Cóż, głupotę i tendencję do naśmiewania się z czyjejś tragedii gatunek ludzki ma już chyba w genach.

A wy dalej się oznaczajcie, że mieszkacie w Katmandu, kurrrrwens…

Dwie zakonnice

Taka tam ciekawa historyjka z dwiema zakonnicami. No i oczywiście jest to kolejny perfidny, parszywy, chamski, prostacki i w ogóle skandalicznie skandaliczny atakujący atak na kościół święty powszechny!

Ale do rzeczy.

Idą dwie zakonnice: siostra Matematyka (M) i siostra Logika (L). Siostra M mówi:
– Widzisz tego mężczyznę, który idzie za nami od dłuższego czasu?
– Tak.
– Za 2 min nas dogoni.
– Zgodnie z prawami logiki musimy się rozdzielić, a wtedy pójdzie tylko za jedną z nas. Spotkamy się w zakonie.
Do zakonu przychodzi pierwsza siostra M.
Parę minut później dociera i siostra L.
Siostra M pyta się:
– O Boże, o Boże ! I co się stało?
– Zgodnie z prawami logiki mężczyzna mógł pójść tylko za jedną z nas i wybrał mnie.
– I co, i co?
– Zgodnie z prawami logiki gdy przyspieszyłam, on również to zrobił.
– I co dalej?
– Zgodnie z prawami logiki zaczęłam biec, a on zrobił to samo.
– O Boże! I co?
– Zatrzymałam się i on zgodnie z prawami logiki zrobił to samo.
– O Boże, o Boże i co?
– Podciągnęłam do góry sutannę, a on zgodnie z prawami logiki zdjął spodnie.
– O Boże, o Boże! I co?
– Zgodnie z prawami logiki zakonnica z zadartą suknią biegnie szybciej, niż mężczyzna z opuszczonymi spodniami.

Każdy, kto myślał, że to się skończy inaczej, musi teraz za karę odmówić 10 „zdrowasiek”.