Nieśmiertelne ruskie kamerki

Kocham, po prostu kocham te nieśmiertelne ruskie kamerki. W ogóle Rosja to nie jest kraj, Rosja to jest jeden wielki stan umysłu. Największy na świecie stan skrajnie popieprzonej imaginacji, której żaden nawet najlepszy psychiatra w galaktyce ogarnąć nie jest w stanie. Można się z niego śmiać, można nad nim płakać, zastanawiać się nad sensem i celem tego wszystkiego, ale jedno jest pewne – jest to zjawisko niezwykłe, osobliwe, no po prostu fenomen na skalę światową. Nigdzie indziej nie znajdziesz takiego nagromadzenia potencjalnie zabawnych, popieprzonych sytuacji, jak właśnie w Rosji.

Na przykład ta na filmie. Jedziesz sobie jak gdyby nigdy nic, jedziesz, i nagle ten palant impregnowany jadący z tyłu stuka Ci w zderzak. Zatrzymujesz samochód, stajesz, wychodzisz żeby tradycyjnie, po rusku i w ruskim stylu pokłócić się z kierowcą, może nawet zdzielić go po mordzie za to że w ogóle ośmielił się urodzić… i przeżywasz niemałe zaskoczenie, dostając ostro po ryju od Myszki Miki, Spongeboba, tracącego głowę Królika Bugsa i jeszcze jakiegoś innego kolorowego jegomościa.

A wszystko filmuje kamerką kolejny palant impregnowany jadący tuż za poprzednim palantem impregnowanym. I ten palant impregnowany razem z kolejnym, siedzącym obok i śmiejącym się w głos palantem impregnowanym, radośnie wrzucasz filmik na YouTube.

A Ty modlisz się, żeby żaden znajomy Cię nie rozpoznał…

No i wracasz do domu. Poobijany, potłuczony, z nochala leci krew. Co powiesz, gdy żona zapyta, co Ci się stało? Na pewno powiesz jej, że dostałeś na środku drogi po mordzie od fikcyjnych postaci z kapitalistycznych amerykańskich kreskówek, prawda?

Teraz dopiero zauważyłem, że to film z Czelabińska. No, widać, ten meteoryt mocno musiał komuś uderzyć w łeb.

Najsłynniejsze buciory z Alledrogo

4959655471O tych butach słyszała cała Polska. Słynna aukcja na Allegro, w której biedna, zdradzona dziewczyna chciała się pozbyć butów, które kupiła specjalnie na zaręczyny. Aukcja dobiła do 5800 złotych. Oczywiście inną kwestią jest autentyczność całej historii, równie dobrze mógł to przecież popełnić jakiś specjalista od marketingu wirusowego, który wpadł na genialny pomysł, stworzył historię która rozeszła się po całym internecie, no i zapewniła sukces… kasowy. Tak oto za prawie sześć kafli poszły buty, za które normalnie można by zapłacić góra 30 złotych.

W każdym razie jednak historia bardziej niż przednia, a sposób jej napisania zasługuje na literackiego Nobla:

Błagam, kupcie ode mnie te pieprzone buty !!!!! Kupiłam je na specjalną okazję, na jak mniemałam ‚cudowną’ zaręczynową kolację. Pierwszy raz od wielu lat założyłam szpilki (nie mogę tego robić ze względu na problemy z kręgosłupem) i to takie !!! Chciałam się poczuć sexownie, pięknie, kobieco, wyjątkowo specjalnie dla mojego ukochanego!!! Kolacja jednak okazała się pożegnalną bo ten ciulas spotkał przez przypadek swoją byłą i od kilku miesięcy (!!!!!!!!) się ‚od czasu do czasu spotykają’. W związku z czym, ma mętlik w głowie !!!! On, on ma mętlik w głowie!!! Nie wie co robić i którą wybrać !!! patrzcie państwo cóż za łogier !!! Najchętniej sprzedałabym te buty jego ‚ex’, niech się tylko w nich nie połamie bo wielka szkoda by była!!!! Taki ciepły, czuły, troskliwy, kulturalny, a sałata mu z gęby wypadała w restauracji !! wyjdź z tym gdziekolwiek, jak ziarenka ryżu nawet gubi po drodze z talerza do pysiaczka !!!! K**rwa !!!! Nie zależy mi na kasie, cena wywoławcza to 20 zł… niech tylko pójdą, ja nie mam ochoty wspominać tego pana, tym bardziej, że ryzykowałam dla niego własnym zdrowiem, żeby go uszczęśliwić!!!! Mam jeszcze kilka pamiątek, gdyż okazał się człowiekiem o wielkim sercu i nie chciał misiaczków, pluszaczków i innych dupereli odebrać. Pewnie się nie chciało dupy ruszyć, bo sadło przeszkadza, nie tylko podczas wchodzenia po schodach. Ale tak to jest jak najchętniej to by się autobusem jeździło do sklepu pod swoim mieszkaniem !!!! Jak to jest, że człowiek drugiego człowieka potrafi tak załatwić !!!! A tu się dba, oddaje się całe swoje serce, poświęca się swój własny, prywatny i nieodwracalny czas, cieszy się każdą wspólnie spędzoną chwilą , myśli, tworzy piękne wizualizacje w głowie, czuje się wspaniale, czuje się potrzebny,… i dupa. Nagle, wszystko to idzie się pier****ć , wszystko zostaje skreślone i nic, nawet te najpiękniejsze chwile nie maja już znaczenia. Ale co tam !!! Nic na siłę!!! Chciałeś pożegnania???? proszę załatwiłam ci cudowne jedyne w swoim rodzaju!!!! Aaaaa i jeszcze coś!! A co tam, poczujmy się jak na Oscarach !!Dziękuję kobiecie , która otworzyła mi oczy i współczuję jej takiego faceta, obyś nie spotkał poprzedniej swojej byłej. Mam nadzieję, że kapnąłeś się już że nie musisz wybierać.??? Dziękuję bardzo, lepiej mi.

Obciąg z Sosnowca

Sytuacja, którą zaraz opiszę, dziś wydaje mi się wybitnie zabawna, jednak w momencie gdy się zdarzyła, wszedłem w stan lekkiego wkurzenia, połączonego z załamaniem rąk nad głupotą niektórych polskich nastolatków.

Wszystko miało miejsce jakieś sześć – siedem lat temu na pewnej podupadającej już dziś społecznościówce o nazwie Epuls. Jest tam taki mały pasek o nazwie oneliner, w którym za pulsary (wirtualna waluta) użytkownicy mogą wstawiać jakieś swoje wiadomości.

Pewnego dnia wchodzę, patrzę, a na onelinerze wyświetla się „sexu chcę”. Z ciekawości kliknąłem w nick żeby sprawdzić, kto to jest taki odważny że za pośrednictwem epcia szuka kogoś, kto by zaspokoił niezaspokojenie niezaspokojoną chcicę. Zdębiałem.

Trzynastolatka! Niejaka panna Maciąg z Sosnowca. Piszę lasce na privie, że takich rzeczy publicznie się nie pisze, i w ogóle co to ma znaczyć żeby dziewczyna w takim wieku umieszczała w publicznym miejscu taki wpis.

Najwyraźniej jednak trafiłem kulą w płot, ewentualnie grochem w ścianę, bo dziewczyna zamiast to usunąć i przemyśleć swoje zachowanie, postanowiła… założyć na forum temat.

I to nie byle jaki. „[mój nick] to pedofil!”.

No cóż, dziwny ze mnie pedofil, skoro ani laski nie wyruchałem ani nawet w życiu nie widziałem jej na oczy. 😉

Zemsta dziewczynki nie była taka słodka, jak jej się mogło wydawać. Dołączający do dyskusji dysputanci wzięli moją stronę i ostro panienkę zjechali. I słusznie.

Skoro dziewczyna w wieku 13 lat pisała takie rzeczy, strach pomyśleć co musi robić teraz, mając 20-21 lat. Jeśli to robi, to powinna zmienić nazwisko… teraz już nie Maciąg, ale Obciąg.

Epopeja o zabijaniu nudy

Jeszcze jeden wpis z mojego kajecika. Tym razem epopeja narodowa o ukatrupianiu nudy metodą zabijania, spłodzona razem ze znajomą (nie, nie w taki sposób jak zwykle się płodzi…).

„Jak zabić nudę” – referat spłodzony 9 maja 2009

Powiadają, że najskuteczniejsza jest metoda usta-usta. Najlepiej stosować ją intensywnie, coby skutecznie nudę zabić. Tak przynajmniej powiadają doświadczeni zabijacze nudy.

Podobno najlepiej metodę usta-usta łączyć z metodą ciało-ciało. Niektórzy stosują do tego jeszcze metodę rączka-pupka.

Niektórzy sporadycznie stosują jeszcze metodę batonik-ciastko_z_dziurką, jednak jest to metoda wysoce ryzykowna, ponieważ ta metoda, wymagająca udostępnienia przez batonik pewnej ilości lukru, może doprowadzić do nieplanowanej produkcji rodzynków. Dlatego ważne jest, aby podczas stosowania tej metody batonik był w papierku.

W wypadku stwierdzenia nieszczelności papierka, powodującej do wypływu substancji białej słodkiej, należy w trybie natychmiastowym podjąć niezbędne środki mające na celu zabezpieczenie ciastka_z_dziurką przed nagłym przytyciem i wyprodukowaniem nadliczbowej ilości rodzynków.

Pamiętać należy o szybkim dokonaniu tych czynności, ponieważ lukier, będący substancją trwałą, może przeschnąć w ciastku z dziurką do 72 godzin, co nieuchronnie może doprowadzić do produkcji wspomnianych wyżej rodzynków.

Pozostaje jeszcze inna metoda, mianowicie do ciasteczka_z_dziurką codziennie o tej samej godzinie dodawać należy odpowiednie substancje, które powodują odporność na lukier wytworzony przez batonik. Nie trzeba wtedy się martwić o nadmierne rośnięcie ciasteczka, albowiem zahamowane są tendencje wzrostowe drożdży pod wpływem w/w substancji.

Historia autobusowa

I kolejny archiwalny wpis z mojego kajecika. Tym razem historia autobusowa, jak to pewien stary obleśny ramol próbował zarywać młodą, piękną, słodką, seksowną blondynkę. No cóż, Sosnowiec…

„Podstarzały Romeo. Epopeja oparta na faktach” – 13 lis 2009

Cały dzień dzisiaj się podśmiewałem z pewnej sytuacji, jakiej świadkiem byłem w autobusie…

Podstarzałych podrywaczy widywałem już w środkach komunikacji miejskiej nie raz. Ale to, co widziałem dzisiaj, przebiło wszystko.

Katowice. Wsiadam w czterdziestkę na Piotra Skargi. Nieopodal mnie swoje cztery litery na przyrządzie służącym do siedzenia zainstalowała urocza, młoda blondynka. I tak usiadłszy na siedzeniu, siedząc, siedziała. Zasiedziała się, aż w końcu jej siedzenie w pewnym momencie stało się wręcz eleganckie i przemożne (tak, za dużo się Gombrowicza naczytałem!).

Naraz przysiadł się do niej jakiś stary, gruby, brzydki jak syberyjska noc napalony pryk. I zaczął do niej zagadywać. Nie zważywszy na to, że dziewczyna go totalnie olewa, kontynuował gadaninę. Wyraźnie można było zauważyć, że podejmuje – nieudaną – próbę podrywu. Wtem zaczął ją głaskać po kolanie. Biedna dziewczyna nadal udawała nicniewidzącą, nicniesłyszącą i nicnieczującą. W końcu poziom jej wnerwienia osiągnął apogeum i podjęła cokolwiek słuszną decyzję o dokonaniu przesiadki na inne, wolne od zasięgu rąk napaleńca miejsce. Usiadła tuż za mną, jednakże nie zdołała uwolnić się ode wzroku podstarzałego gościa, któremu najwidoczniej ani żona ani nawet sąsiadka dawać nie chcą…

Gościu, być może dla niepoznaki, przesiadł się na sąsiedni fotel – tam, gdzie jeszcze chwilę temu siedział zniesmaczony obiekt jego westchnień. Wciąż patrząc za dziewoją, począł czynić wzrokiem rozpoznanie i ustalać najbliższą lokalizację, na którą mógłby się przesiąść tak, by znaleźć się możliwie najbliżej biednej damy. I wypatrzył, że najbliższe miejsce znajdowało się tuż przed nią i dokładnie obok mnie.

Nie wytrzymałem! Pogroziłem facetowi palcem tak zwanym wskazującym, kręcąc przy tym głową i usiłując dać mu do zrozumienia, że u owej panienki nie ma najmniejszych szans. Wydawało się, że skapitulował…

Ale nie. Po tym, że złapał za rączkę przy siedzeniu obok, poznałem, że począł czynić starania mające na celu zbliżenie się do blondwłosej damy. Nie dawał pajac za wygraną.

Gdy obok mnie usiadł jakiś młody koleś, staruch – udając, że nie patrzy za dziewczyną – schylił się i pyta mnie „A pan coś ode mnie chciał?”, na co ja odparłem, usiłując zachować w miarę poważną minę „Nie, ależ skąd!”. Po chwili napaleniec, chyba w akcie rozpaczy, wstał i podszedł do panienki, próbując do niej znów zagadać. Próba zakończyła się niepowodzeniem, więc na najbliższym przystanku facet wyszedł. Spojrzał za siebie, sprawdzając, czy dziewczyna też wyszła – stwierdził jednak, że w dalszym ciągu siedzi w autobusie, postanowił więc wrócić – co prawda przytrzaśnięty drzwiami, ale wgramolił się z powrotem…

Nie wiem, co się działo później, bo musiałem na następnym przystanku wysiadać. Jako że z punktu widzenia postronnego pasażera całe zajście wydawało mi się (i z tego co widziałem nie tylko mnie) wybornie komiczne, po chwili jednak biednej blondi zrobiło mi się żal. Współczuję jej takiego, ekhem, „wielbiciela”…

Jak rzekł kiedyś pewien mój nauczyciel – przykleił się do niej jak g*wno do srebrnego klopa…

Paradoksy banderyzmu

Buszując po Facebooku, natknąłem się na profilu jednej z dużych stacji informacyjnych na zajawkę newsa, w którym opisywany był projekt nowego banknotu, jaki rzekomo mają wprowadzić władze Ukrainy. Jeden z nich zdobi… profil „wielkiego hieroja i sprzymierzeńca Ukrainy”, Adolfa Hitlera! Na dowód pokazano zdjęcie takiego papierszczaka:

554eae4bdccaf4a5f47f3f56078fc52fSytuacja z pozoru zabawna, staje się jednak mniej śmieszna gdy przypomnimy sobie, kto teraz rządzi Ukrainą i komu liże dupsko celem zdobycia elektoratu niejaki Piotruś Poroszenko.

Gdy ujrzałem ten poniekąd znajomy ryj, przypomniały mi się pewne paradoksy banderyzmu, które przy tej okazji postanowiłem w końcu przelać na papier. Paradoksy dotyczą dwóch „hierojów”, Bandery i Szuchewycza.

No więc tak:

Bądź Ukraińcem. Nazywaj się Roman Szuchewycz i uważaj się za wielkiego ukraińskiego patriotę. Wyraź swój patriotyzm… „riezając” kilkadziesiąt tysięcy niewinnych ludzi, w tym tych narodowości ukraińskiej.

Śmieszno-straszne…

Drugi paradoks:

Bądź Ukraińcem, nazywaj się Stepan Bandera i, podobnie jak Szuchewycz, miej się za wielkiego ukraińskiego patriotę. Daj się przy tym wtrącić do niemieckiego obozu koncentracyjnego, i siedząc tam… głoś dalej, że Niemcy są sprzymierzeńcami Ukrainy!

A to nie koniec. Bo jest jeszcze trzeci paradoks:

Bądź Ukraińcem, nazywaj się Stepan Bandera. Zioń nienawiścią do Polski i Rosji… jednocześnie mówiąc językiem, który jest de facto mieszanką polskiego i rosyjskiego właśnie.

100% banderyzm. I śmieszny, i straszny. I bardzo, bardzo głupi.

Kilka sytuacji okołomaturalnych cz 2

Na zajęciach chóru…

Chóralistka: Mareczku, ale śpiewaj ćwierć tonu wyżej!
Ja: Ok, wporzo, się zrobi.
Chóralistka: [wielkie zdziwko, najwyraźniej nie skapnęła o co chodzi z tym „wporzo” xD] Nie wiem co masz na myśli, udam że tego nie słyszałam
[cała klasa w śmiech]

Słowo wstępu do następnej sytuacji: Zawsze na zajęciach chóru jest tak, że podczas naszej lekcji spod szkoły odjeżdża jakiś gościu któremu hamulec (czy jakiś inny element) w samochodzie niemiłosiernie piszczy w czasie jazdy.
Nie inaczej było dzisiaj ;] My tu śpiewamy a tu zza okna nagle dochodzi do nas jeden wielki pisk…
Po lekcji koleżankom sopranistkom coś odwaliło i wychodząc z sali zaczęły wydawać własne fale dźwiękowe o bliżej nieustalonej częstotliwości drgań…

Chwila szczerości. ^^
Ja: Wiecie co, wy piszczycie głośniej niż ten hamulec za oknem…

Damian: Dlaczego dziewczyny zawsze jak wychodzą to przechodzą koło nas a nie naokoło?
Ja: no bo dlatego, że tutaj mają bliżej. A tak poza tym to ja mam większą możliwość żeby się z krzesłem przesunąć. Mam większy posuw…

Nauczycielka (próbując wyegzekwować od nas poprawę dźwięku): Wystrój bo umrę!
Ja i Grzegorz: To już wiemy, że nie wystroimy.

Kilka sytuacji okołomaturalnych cz 1

Łukasz: A jaką ty masz specjalizację w technikum?
Ja: Technik mechanik komputerowe przygotowanie produkcji.
Łukasz: A co tam wytwarzacie na tych warsztatach?
Ja: Aaa, różnie, wytaczamy na tokarkach różne male elementy maszyn i chuj wie co jeszcze.
Karol: Zobaczycie, jak Marek firmę założy i zostanie monopolistą na rynku chuj wie czego…

– – –

Szkoła muzyczna. Środa.

Ja: (trzepię włosami)
Andrzej: Auć!
Grzesiek: Widzisz, strzeliłeś w niego wszą…

Ja: Ten nowy kolo jest cholernie podobny do Grześka.
Grzesiek: Jeśli nie śmierdzi i nie chodzi tak samo krzywo jak ja to nie jest podobny.
Andrzej: Taaa a jak się takich dwóch ze sobą zejdzie…
Grzesiek: (rozpoczyna bitwę)

– – –

Matura ustna z jęz. polskiego opóźniła się o ponad godzinę, bowiem jedna z egzaminatorek… zaspała i zapomniała o maturze. -_-

Koleś (przed egzaminem): Ta szkoła mnie kiedyś wykończy! Ja osiwieję w wieku 25 lat…

Koleś do kolesia w technikum:
– Po co ty masz tą komórkę? Ja do ciebie dzwonię, wykładam swoją własną wolę, a ty to masz gdzieś

Przed maturą z wosu stoję sobie na korytarzu i czekam przed salą egzaminacyjną (czytaj: przed biblioteką, gdzie pełno ściąg pod ręką). Przechodzi niedaleko sekretarka i odzywa się w te słowa:
– Znowu zdajesz?
– Tak. Znowu sam w sali.
– Bo tyś jest typ samotnika.

– – –

Profesor od obrabiarek CNC: Jakby ktoś chciał pociągnąć kabel bratu lub siostrze…
[cała klasa w śmiech]
(chodziło o kabel od internetu w domowej sieci komputerowej)

Przed chwilą jeden z kolegów siedzących ze mną w szkolnej kafejce zapodał tekst, który na długo zapisze się w historii światowej kinematografii:
Manga to japońska odmiana kreskówki

Boże… xD

– – –

Geografia:
Nauczycielka: Jaki proces ma duże znaczenie w kruszeniu skał?
Ja: Erozja.
Nauczycielka: Korozja?

Ciekawostka o Mozarcie

Sezon na starocie w pełni, oto kolejny ciekawy wpis z mojego ściśle dotąd tajnego kajecika:

Mozart był postacią dość ciekawą, nie tylko ze względu na komponowaną przez siebie muzykę, lecz także ze względu na swoje zachowanie i sposób bycia. 😛 Dość nadmienić, iż często miewał napady nie wiadomo skąd się biorącego, dziecinnego wręcz śmiechu, słynął też z fochów strzelanych podczas prób z orkiestrą. Np muzycy orkiestry paryskiej dopiero dostali nowy utwór Mozarta i właśnie go rozczytywali, gdy do sali wpadł Mozart, krzycząc, iż w takim stanie nie pozwoli swojego dzieła wystawić…

Dowodem na to, że Mozart był osobnikiem co najmniej oryginalnym, niech będzie fragment jego listu do kuzynki, który odczytała nam ostatnio na historii muzyki nauczycielka. 😛

Siedziałem sobie w salonie. W pewnym momencie weszła moja matka i stwierdziła, że coś śmierdzi i że najpewniej to ja puściłem bąka. Ale przecież ja nie puściłem żadnego bąka! Aby się w tym upewnić, podszedłem do okna i sprawdziłem – nie śmierdziało. Wróciłem do stołu – śmierdziało. Czyli jednak puściłem bąka.

Tłumaczenie z niemieckiego, zamieszczone w pewnej książeczce biograficznej o Mozarcie ;]

Mozart. Zaiste oryginalny gość.

Głupia sekretarka

Tym razem coś naprawdę zabawnego. Historia w pewien sposób powiązana z firmą, która obecnie wielu użytkowników – często stałych wieloletnich klientów – doprowadza do szewskiej pasji, nerwicy a nawet prób samobójczych, naliczając ogromne kwoty na rachunkach właściwie za nie wiadomo co. Sporo takich historii zostało opisanych na blogach Mobilne Przygody oraz na dobreprogramy.pl – polecam sobie tam zajrzeć i poczytać te wpisy, zanim ktokolwiek z czytających w ogóle weźmie pod uwagę możliwość nawiązania współpracy z Orange Polska S. A.

Wracając do spraw zabawniejszych – Sen z 2007:

Parę nocy temu w środku nocy obudziłem się, ryjąc z tego, co mi się przyśniło chwilę wcześniej 😛

A było to tak:

Biorę telefon do ręki. Wstukuję *500 żeby sprawdzić ile mam kasy na koncie. Odzywa się sekretarka: „Witamy w Orange…” itp itd i zaczyna odtwarzać reklamę. Chciałem przeskoczyć, żeby mi odtworzyło menu, ale wcisnąłem nie ten przycisk i zakończyłem połączenie. No więc wstukuję jeszcze raz *500 i czekam. Gdy odtwarzało „Witamy w Orange…”, wcisnąłem jedynkę, żeby przeskoczyć do menu. Ale zamiast menu usłyszałem takie coś: „Jeśli się nie mylę, podczas ostatniej rozmowy nie chciałeś ze mną rozmawiać i zakończyłeś połączenie. Aby wysłuchać reklamy, naciśnij 1. Aby zakończyć także to połączenie, wciśnij krzyżyk”.