Bajka o dziewczynie, jej kocurku i dżinie

Dawno, dawno temu… ale gdzie tam, przed trzema miesiącami 😉 żyła sobie pewna młoda dziewczyna. Co dzień rano wychodziła ze swojego usytuowanego w lesie domku i szła nad rzeczkę, żeby złowić trochę ryb. Miała kocurka, którego bardzo kochała, wszak był to jej jedyny towarzysz…
Któregoś pięknego dnia jak zwykle szła na ryby leśną dróżką… gdy nagle pośród krzaków spostrzegła jakiś świecący przedmiot. Podniosła-była to lampa Alladyna. Oczyściła ją z ziemi i ślimaków. Wtem z lampy wyłonił się dżin… Powiedział jej tedy tak oto:
– Słuchaj, lalunia, jako że mnie wyciągnęłaś z tego pierdla, spełnię jedno Twoje życzenie.
Dziewczyna, po krótkim namyśle wypowiedziała życzenie.
– Chciałabym, abyś przemienił mojego kocurka w przystojnego księcia, wiesz, jego dni są już policzone, on jest dosyć stary, no to tak se pomyślałam…
– Zaprawdę dziwne to życzenie… wracaj do chałupy, tam czeka na Ciebie książę.
Uradowana dziewczyna pobiegła czym prędzej w stronę chatki-stał przed nią książę, ubrany w granatowy garnitur.
– Witaj, jestem Jan, Twój dawny kocur.
Weszli oboje do środka-na stole czekało już śniadanie, jak na wiochę dość wytworne… gdy zjedli, Jan włączył po cichu muzykę z cdplayera i razem zaczęli tańczyć. Widziałem-siedziałem z nimi i piłem to winko (rocznik 1912 😉 ). Wtem książę uniósł szczęśliwą dziewczynę w swe silne ramiona i skierował się w stronę sypialni. Dziewczyna uradowana tym, co zaraz się stanie, kurczowo trzymała się księcia… który po chwili wypowiedział jakże znamienne słowa:
– Teraz pewnie żałujesz, że dałaś mnie wykastrować kilka lat temu…

EEG

Uwaga, panie, panowie obojnaki i bezpłciowce, teraz poznacie mój najnowszy najnowsiejszy wynalazczo wynalazczy wynalazek – EEG!

Zaraz mi ktoś pierdutnie tekstem, że nic nowego nie wynalazłem. No bo EEG to wiadomo, skrót od elektroencefalografii (trudne słowo!). Nawet Wikipedia podaje wyjaśnienie: „nieinwazyjna metoda diagnostyczna służąca do badania bioelektrycznej czynności mózgu za pomocą elektroencefalografu”.

Ale mało kto wie, że tym mądrym urządzonkiem można też zmierzyć coś innego, mianowicie iloraz inteligencji, czyli tak zwane AJ KJU!

No bo EEG to w jakimś sensie nieinwazyjna mechaniczna metoda sprawdzenia, czy jednostka ludzka poddająca się badaniu aby na pewno jest inteligentna. Czy może raczej taką udaje… no bo jak mózg pracuje – czyli między innymi myśli – to na głowie pojawiają się impulsy elektryczne.

Tylko co zrobić jeśli odczyt jest pusty? No, tu się już zaczynają komplikacje, bo to oznacza jedną z dwóch możliwości:
– nie żyjesz! Won do kostnicy!
– jesteś głupi

Jeżeli jednostka ludzka poddająca się badaniu wykazuje jakieś ruchy, a elektroencefalograf (kurwa, muszą wymyślać takie sophisticated słówka? No jprdl) nie jest w stanie nic zarejestrować… to przykro mi bardzo, ale pozostaje tylko ta druga opcja.

I to się już nawet nie nadaje do leczenia. Nie rokuje żadnej nadziei. Po prostu lekarzowi trafił się debil, któremu jeszcze do tej pory wydawało się, że jakiś zalążek zalążka zalążka mądrości i inteligencji jednak w nim się tlił…

Cóż… bywa.

No więc tak wygląda i działa mój wynalazczo wynalazczy wynalazek pośród wynalazków! WYNALAZŁEM OD NOWA EEG! <3

Ciekawy kierowca – komentarze

I jeszcze trochę komentarzy z netu na temat wspomnianego w poprzedniej notce wesołego kierowcy wesołego autobusu:

i po waszych komentarzach wnioskuje ze jestescie tacy sami…..weseli radosni i pragnacy jednak troche serdecznosci od blizniego,ale tylko ten PAN sie wylamal,a szkoda moze czas ta KARME slawic.Bo jesli ty jestes MEGA optymista wokol ludzie nagle zaczynaja Cie nasladowac…pozdrawiam wszystkich

Gość ma super poczucie humoru, zero chamstwa, zero wulgarności, bardzo taktowny a jednocześnie dowcipny, bez żadnych żenujących podtekstów, widać że lubi ludzi. Oby więcej takich kierowców i nie tylko…po prostu fajny facet !!!

a w tv same ponure ryje! koles sie marnuje w tym autobusie

no i dupa, przez was gość dostał nagane w pracy, mowili w tv. A gdyby idiota nie wrzucał na sieć nic by się nie działo

Zajebisty gość !!! W dzisiejszych czasach rzadko spotyka się takich ludzi. W porównaniu z burakami, którzy złośliwie potrafią zamknąć drzwi przed nosem na przystanku tan kierowca zasługuje na wysoką premię. Ale będąc realistą, obawiam się, że betony z rady nadzorczej tej firmy transportowej zakażą mu takich zachowań. KIEROWCO !!! WIELKI SZACUN !!!

Kiedyś miałem przyjemność jechać z tym kierowcą. Podjeżdża autobus na przystanek, wchodzę a wszyscy cieszą michę. Witał i żegnał pasażerów na każdym przystanku. Cieszę się, że dalej jeździ, tylko dlaczego nie na mojej linii. Chyba jego łóżeczko stało przy telewizorze bo taki gadatliwy. Ale SUPER kierowca.

SUUUUUUUUUper gosciu ,cholera gdybym z takim jechal to z pewnoscią miałby ode mnie piwko 😉 Panie Kierowco jezeli to czytasz to szacunek za dobrą robote i umilenie podróży swoim Vip-kom 😉 hehehe

Mila odmiana.. To prawie jak niekradnacy cygan. Mili kierowcy juz zostali udokumentowani, teraz czas odnalezc uczciwego cygana, a potem juz tylko yeti….

Kiedyś jechałem z nim liną 167 , na koniec podziękowałem mu za jazdę a przez ostatni przystanek klaskałem i na pętli chciałem mu postawić napój jednak to bardzo skromny człowiek a mimo to i tak zawsze wyczekiwałem go w autobusie . Pozdro dla niego

Ciekawy kierowca

Furorę w polskim Internecie robi ostatnio filmik z niepospolicie wręcz wyluzowanym kierowcą jednego z warszawwskich autobusów. Cytat z WP:

„Wesoły kierowca w autobusie 509. Linia Gocław – Nowodwory w Warszawie. IDEALNY KIEROWCA na poprawę nastroju” – pisze na kanale You Tube pewien warszawiak, podpisując w ten sposób nagranie z warszawskiego autobusu.

– Teraz przed nami jeden z najważniejszych przystanków – Dworzec Wileński. Dogodne miejsce do przesiadki do bardziej normalnych środków komunikacji miejskiej, do świata ciszy…. no nie, znowu czerwone światło dla moich VIPów – komentuje swoją jazdę po mieście Wesoły Kierowca, znany już dobrze warszawiakom, między innymi dzięki stronie na popularnym portalu społecznościowym.

Mnie totalnie rozwalił tekst „O, idzie nowa łania do zabrania”.

Oczywiście nie omieszkały też o tym napisać i inne serwisy, jak dziennik.pl, Dziennik Zachodni, i temu podobne, i tak dalej, et cetera. I tak oto zwykły szary kierowca żółtego metalowego trupa jeżdżącego po Warszawie stał się najbardziej rozpoznawalnym kierowcą autobusu w Polsce.

I wszystko byłoby pięknie i fajnie, gdyby nie fakt, że ten zajebiście wyluzowany niczym kwiat lotosu na tafli jeziora kierowca najprawdopodobniej został ukarany za zbyt luźne podejście do pasażerów. Kierownictwo warszawskiej komunikacji miejskiej najwidoczniej nie zna się na żartach i jest bardzo antyluzackie, gdyż albowiem ponieważ poczęstowali wesołego jegomościa utratą premii. Pieprzone sztywniaki…

Nie jesteś dziewicą, więc spadaj na drzewo, bejbi…

Jak wiadomo, w dzisiejszych czasach bardzo trudno o dziewicę. Właściwie dwunastka bez błony to już norma. Okazuje się jednak, że już w czasach „przedszybkointernetowych” miały miejsce podobne sytuacje. Wygrzebałem właśnie z Internet Archive starego newsa z Onetu z maja 2001 roku o pewnym Włochu, który porzucił swoją żonę, gdyż albowiem ponieważ z niemałym przerażeniem odkrył, iż jego luba… nie jest już dziewicą!

Porzucił żonę, bo nie była dziewicą

Pewien Sycylijczyk porzucił świeżo poślubioną żonę już w noc poślubną, kiedy odkrył, że nie jest dziewicą – pisze włoska gazeta „Corriere della Sera”.

33-letni Roberto poślubił 30-letnią Cristinę w sobotę w kościele w sycylijskim miasteczku Licata. Kilka godzin po hucznym weselu, w noc poślubną, okazało się, że świeża małżonka nie jest dziewicą.

Oboje małżonkowie mieszkają znowu u swoich rodziców. Jak pisze „Corriere della Sera”, bracia pana młodego próbują przekonać go do zmiany decyzji.

„Nie mieści mi się w głowie, że takie historie zdarzają się w XXI wieku” – z oburzeniem oznajmiła popularna włoska pisarka, Lara Cardela.

Powtórzmy pytanie: „Nie mieści mi się w głowie, że takie historie zdarzają się w XXI wieku„. Otóż droga Pani, szanowna seniorito z dziurskiem jak pięciozłotówka, dziewczyny pieprzyły się niepomiernie już w czasach narodzin teletekstu i raczkującego usenetu, i już od tamtego czasu na ulicach spotkać można więcej nie-dziewic niż dziewic…!

Łolaboga, do czego to doszło, paaani!

Hm… a może pan młody zapomniał, że swoją żonę rozdziewiczył jeszcze przed ślubem? :)

Kościół kradnie!

Nie od dziś wiadomo, że kościół katolicki jest niesamowicie łasy na pieniądze. To jest prawda stara jak sam kościół, tak od zawsze było, jest i już chyba do ostatnich dni tej instytucji tak będzie. Pieniądze i bogactwa pod najróżniejszymi postaciami – wille, limuzyny, mnóstwo prosty… eee tfu sorry ministrantów na utrzymaniu.

A że tak jest od wielu, bardzo wielu lat, świadczy między innymi historyjka, jaką niekiedy można jeszcze usłyszeć na Śląsku. Można ją znaleźć również w wielu książkach z dowcipami i anegdotami z tego rejonu.

Otóż w jednej rodzinie był ministrant (sam ten fakt już budzi grozę i masę podejrzeń – kim był ten ministrant? Co robił? Co z nim robił ksiądz proboszcz na plebanii?). Ministrant to był niesamowicie ciekawski, wszystko musiał widzieć, wiedzieć, wszędzie sznupał (po śląsku – wtykał nos, szukał), a co wysznupał to zaraz opowiedział rodzinie. Rodzinka oczywiście pełna konspiracja i udawali że nic nie wiedzą.

I tak pewnego razu ministrant podpatrzył, jak ksiądz proboszcz chował za ołtarzem jakąś skrzyneczkę, pięknie wyglądającą, bogato zdobioną… wiadomo, złotko to się świeci. Gdy proboszcz już sobie łaskawie wreszcie poszedł był raczył, ministrant ukradkiem zajrzał do tej szafeczki i przeczytał napis na niej: „Tu spoczywa Boże Ciało”.

Jak tradycja nakazuje, opowiedział o wszystkim ojcu. Uradzili, że następnego dnia zajdą tam razem. I rzeczywiście, następnego dnia znów ksiądz proboszcz coś w szafeczce schował, gdy odszedł – ministrant o jego ojciec zerknęli do szafeczki…

Nazajutrz ksiądz proboszcz podchodzi do szafeczki i ze zgrozą w oczach czyta napis: „Tu spoczywa Boże Ciało”, a pod tym dopisane: „…które wczoraj zmartwychwstało i do Nieba odleciało”.

Na początku napisałem coś na kościół, a wpis zakończyłem kradzieżą dokonaną najprawdopodobniej przez ojca ministranta. Bez sensu, prawda?

No więc właśnie o to chodzi, że nie do końca! No bo tak:

Ministrant jest członkiem kościoła katolickiego. Jak by tego było mało, jest członkiem aktywnie udzielającym się. A żeby ten członek powstał, inny członek (taki fizyczny, co włazi do dziurki) musiał trochę popracować… wiecie o co chodzi. No więc ów członek, tworząc aktywnego członka kościoła katolickiego, sam stał się pośrednio aktywnym członkiem kościoła katolickiego, ergo, stanowi jego część. Więc jeśli ten członek coś ukradnie, w pewnym sensie można powiedzieć, że ukradł to kościół katolicki.

Voila!

Mył się, czy nie mył? Oto jest pytanie

11074490_897310233666260_6608226526800026453_nKontynuuję jazdę po kościele, a co! Bo papież smyru-smyru a w Polsce działy się rzeczy dużo poważniejsze i bardziej donioślejsiejsze…

Uwaga, ten wpis również będzie głupi i bez sensu. Podobnie jak cały ten pożalsiębożekurwajegomać blog.

Gdy zobaczyłem powyższy obrazek, przypomniała mi się znana i upowszechniana głównie przez przeciwników Radia Z Ryjem scena wyemitowana w telewizji. Jakieśtam spotkanie ekumeniczne na Jasnej Górze, nie pamiętam już co to wtedy było, w każdym razie okolice roku 2005-2006. Pamiętam, że wtedy jeszcze próbowały rządzić Polską PiS-dy. Cały event zorganizowany był przez imperium medialne pewnego ojca, który lubi wkładać rydza cycatym niewiniątkom.

Otóż na ów event przyjechał gość specjalny z Afryki. Ów ojciec o niezwykle płodnym umyśle (który pomimo celibatu całkiem możliwe że zdołał spłodzić jakichśtam swoich redemptorystycznych następców – o ile wkładał rydza tam gdzie trzeba, a nie pakował go w gówno, off curse), spojrzawszy na ciemnego (fizycznie, nie umysłowo) jegomościa, zakrzyknął: „Patrzcie państwo, on się nie mył wcale!”.

Ciemny jegomość najwyraźniej ten haniebny jak jasna cholera rasistowski atak na swoją ciemną osobę najwyraźniej postanowił natychmiast obrócić w żart, udając że chodziło oczywiście o to, że jest tak strudzony podróżą że na event przyjechał prosto z lotniska, nie zdążywszy przeżyć bliskiego spotkania trzeciego stopnia z mydłem i ciepłą wodą tak zwaną bieżącą.

Stan jego ubioru wskazywał jednakowoż, że jakąśtam higienę gość specjalny z Afryki starał się zachować. Pomimo podejrzeń płodnego fizycznie i intelektualnie ojca z dużym rydzem.

Pizgnij sobie grzdyla!

Dawno juz minęły te cholerne czasy, gdy oglądałem telewizję (i bardzo dobrze). Teraz nie oglądam jej w ogóle, nie posiadam nawet telewizora – i szczerze mówiąc cieszę się z tego. Dzisiaj w telewizji nie ma już niestety NIC wartościowego. Sama komercha przerywana inną komerchą z domieszką jeszcze inkszej komerchy („produkt plejsmęt”, czyli lokowanie produktu, gdy oglądasz sobie serial i nagle kamera robi zbliżenie na słoik z Nutellą).

Nie ma już też reklam, które oprócz pokazania produktu i powtórzenia po trzykroć jego ceny pokazywałyby coś jeszcze, niosły jakieś przesłanie, czy też przynajmniej były zabawne. Nie ma, niet, no more, kein Lust. To wszystko wzięło, zniknęło i umarło. Dzisiaj mamy już tylko pokazanie produktu i wymienienie jego zalet, dla których ten cholerny konsument ma je kupić i się cieszyć że nabył drogą kupna taaaki zajebisty produkt – i basta.

Pierdylion minut i smsów za darmo do wszystkich sieci, przed użyciem zapoznaj się z treścią ulotki dołączonej do opakowania bądź skonsultuj się z lekarzem lub farmaceutą gdyż każdy lek niewłaściwie stosowany zagraża twojemu życiu lub zdrowiu, nasz proszek do prania pierze lepiej niż konkurencja dlatego żeby to pokazać zaimprowizowaliśmy mały event na wsi z Zygusiem Chajzerem w roli konferansjera, wynaleźliśmy bezalkoholowe piwo… itd. Słowem, nuda w luj.

Zero luzu, zero artyzmu, zero polotu, jeszcze trochę a zaczną się ograniczać do samego pokazania na ekranie pudełka z produktem. A o reklamach naprawdę zajebiście wykonanych, dopieszczonych i zapadających w pamięć – np. reklamie produktów Mieszko ze słynnym „Mieszko kryje sny” – to już w ogóle można zapomnieć.

Na szczęście, jest Internet. A w Internecie takie kwiatki, jak ten.

Pizgnij sobie grzydla! Soczek z foczek i wraż baton, dostępny w dobrych sklepach!

Ciekawe, ile lektorowi zajęło bezbłędne i bezemocjonalne nagranie… tego… czegoś… panie Stanisławie Olejniczak, chylę czoła i podziwiam!

Papieskie rymy

Uwaga:niniejszy post, podobnie zresztą jak cały ten masakrycznie porąbany blog, jest napisany dla tak zwanych jaj. Jeśli jesteś starą dewotką modlącą się do rurzańca śfjeńtego piętnaście razy dziennie i właśnie zamierzasz mnie oskarżyć o obrazę jakichśtam óczódź religijnych (w ogóle to po kiego grzyba ktoś wymyślił religię?), to odpuść sobie – albowiem zaprawdę powiadam Ci, że spływa to po mnie jak po kaczce – i wróć na stronę Radia Maryja, czy czego tam śfjeńtego słuchasz.

Wiadomo nie od dziś, że kościół – w szczególności zaś białogłowy białas, który stoi w nim najwyżej, czyli papież – jest obiektem takich czy innych mniej lub bardziej wybrednych żartów. Szczególnie w ostatnich latach, wraz z powstaniem gimbusiarskich for obrazkowych, mamy do czynienia z przytłaczającą ilością rymowanek, których głównym bohaterem jest Jan Paweł II. Mało kto wie jednak, że istnieją także rymowanki na innych papieży. Doczekał się ich nawet miłościwie nam obecnie papieżujący Franciszek I! Oto wybrane krótkie twory wierszykopodobne:

Na Jana Pawła II:

Jan Paweł Drugi wywalił się jak długi
Jan Paweł Drugi zajumał mi szlugi
Jan Paweł Drugi spłacił wszystkie długi

Na Jana XXIII:

Jan Dwudziesty Trzeci nie wynosił śmieci
Jan Dwudziesty Trzeci spłodził stado dzieci
Jan Dwudziesty Trzeci zgwałcił kosz na śmieci
Jan Dwudziesty Trzeci miał multum rupieci

Na Franciszka:

Papież Franciszek dostał skrętu kiszek
Papież Franciszek głaskał milion myszek
Papieża Franciszka dopadła ślepa kiszka

Na Benedykta:

Benedykt szesnasty zgwałcił trzy niewiasty

To są oczywiście mniej wulgarne przykłady żarcików tak zwanych tekstowych. Są też i obrazkowe oraz dźwiękowe, jednak ich autorzy mają tak narąbane we łbach, a ich imaginacje wytworzyły tak chore wizje, że publiczne pokazywanie ich dzieł może się skończyć nagłym, radosnym i niekontrolowanym nalotem policji na dom udostępniającego ;>

:D Kosmici :D na :D Ziemi :D nie :D pamiętają :D wyglądu :D wszechświata :D #NONIEMOGE :D

Kosmici 😀 na 😀 Ziemi 😀 nie 😀 znajduja 😀 zadnych 😀 form 😀 egzystencji 😀 na 😀 innych 😀 planetach 😀 , 😀 bo 😀 te 😀 planety 😀 ktore 😀 kosmici 😀 w 😀 hipnozie 😀 znaja 😀 sa 😀 iluzjami 😀 ktore 😀 nie 😀 egzystuja 😀 w 😀 wymiarze 😀 rzeczywistosci 😀 . 😀

Nie 😀 ogarniam. 😀 Właśnie 😀 całkiem 😀 przypadkiem 😀 trafiłem 😀 na 😀 TO 😀 nagranie 😀 na 😀 jednym 😀 z 😀 profili 😀 na 😀 Facebooku. 😀 Po 😀 prostu 😀 wyświetliło 😀 mi 😀 się 😀 na 😀 stronie 😀 głównej. 😀 Boże! 😀 Co 😀 trzeba 😀 wąchać, 😀 żeby 😀 coś 😀 takiego 😀 mówić, 😀 mało 😀 tego, 😀 co 😀 trzeba 😀 mieć 😀 w 😀 głowie 😀 żeby 😀 coś 😀 takiego 😀 nagrać, 😀 ileż 😀 to 😀 trzeba 😀 sera 😀 się 😀 najeść 😀 żeby 😀 opowiadać 😀 przez 😀 pół 😀 godziny 😀 jakieś 😀 chrzanione 😀 dyrdymały 😀 z 😀 uśmiechem 😀 szerokim 😀 od 😀 ucha 😀 do 😀 ucha. 😀 Na 😀 widok 😀 tej 😀 kobiety 😀 bierze 😀 mnie 😀 jednocześnie 😀 śmiechawa 😀 i 😀 żal 😀 nad 😀 jej 😀 głupotą. 😀 Słodkie 😀 pseudomądre 😀 ezoteryczne 😀 pierdzenie 😀 okraszone 😀 prawdopodobnie 😀 najgłupszą 😀 miną 😀 jaką 😀 jest 😀 w 😀 stanie 😀 zrobić 😀 istota 😀 ludzka. 😀 No 😀 ja 😀 nie 😀 mogę, 😀 co 😀 to 😀 w 😀 ogóle 😀 ma 😀 być! 😀

Opis 😀 pod 😀 tym 😀 filmikiem 😀 rozwala 😀 system. 😀 Zabawność 😀 i 😀 głupota 😀 po 😀 prostu 😀 zagina 😀 czasoprzestrzeń. 😀 Zwykłe 😀 ja 😀 pierdzielę 😀 tutaj 😀 zwyczajnie 😀 nie 😀 wystarcza. 😀 Brak 😀 słów 😀 na 😀 skomentowanie 😀 tego 😀 czegoś. 😀 Ja 😀 nie 😀 mogę… 😀